Dzisiaj naszło mnie na zapachy i wszystko, co kojarzy się z relaksem, przyjemnością, światłem, aromaterapią. Po prostu za oknem słońce, wszystko dookoła kwitnie, a i moja kolekcja kosmetyków także odświeża i relaksuje. Naszło mnie więc na „pachnącą” notkę.


Aromaterapia

Na zdjęciu obok zobaczyć możecie mydełko bzowe, sól do kąpieli Estetica oraz 2 przykłady zapachów. O Pacifice pisałam w jednej z notek jako przykładzie perfum wegańskich. Zachwalałam je co prawda bardziej jako gadżet niż prawdziwe perfumy, gadżet jednak bardzo przyjemny dla zmysłów i całkiem wart kupna. Mydełko bzowe kupione zostało w Polsce, jeszcze jednak nie miałam okazji go użyć, więc nic na jego temat tu nie napiszę. Co do soli do kąpieli to uczucia mam neutralne, przyjemna do użycia, jednak do hitów kosmetycznych nie zaliczę. O soli może jednak w innej notce.


Dziś będzie o malutkich perfumkach, wodzie toaletowej tak w zasadzie,  Yves Rocher. Na zdjęciu po lewej stronie.

Wiem, że nie każdy lubi Yves Rocher (nie każdy może się do nich przekonać), ja jednak jestem ich zagorzałą fanką. Uwielbiam ich linie zapachowe. Nie jestem typem maniaka perfumowego, perfumerie ‚z prawdziwego zdarzenia’ dają mi w najlepszym przypadku porządny ból głowy a i nierzadko ból kieszeni. Poza tym mam wrażenie, że prawdziwe, „kobiece”, dorosłe perfumy postarzają mnie o parę ładnych lat. Pamiętam kiedy, już jako studentka, wpadłam wreszcie do drogerii z prawdziwą perfumerią i od razu podniecona sięgnęłam (już kawał czasu temu, jeszcze nieuświadomiona w kwestii testuchów) po dojrzałe nuty zapachowe. Nawet wzięłam jedne z nich do domu, już nie pamiętam czy był to Lancome, Joop czy może Chanel. Po kilku dniach jednak zauważyłam, że coś tu nie pasuje.. aż zdałam sobie sprawę, że – o zgrozo! – pachnę jak moja własna matka, a może nawet i babka, noszące takie zapachy przed kilkunastu laty! Nie nie, nie tak miało być, we mnie jest jeszcze dziewczę z młodych lat i radość życia, 


Od tego czasu sięgam po zapachy żywe, przypominające mi o nastolatce, która wciąż we mnie mieszka. Yves Rocher jest jedną z tych firm, które polecić mogę każdemu lubiącemu zapachy proste i nieskomplikowane, ale w swojej prostocie piękne i kuszące. Niezbyt drogie i nieduszące. Pachnące naturą i niegrożące upadkiem portfela. Oczywiście w ofercie YR znajdują się też zapachy inne, trochę bardziej orientalne i trochę mocniejsze, tzw niebanalne, ja jednak wybieram zazwyczaj te proste i przypominające mi o świetle, wiośnie, słońcu. 


Mniej więcej z takiego powodu sięgnęłam po ich malutkie wody toaletowe. Mój wybór padł na jeżynę – jest właśnie taka prosta, nieskomplikowana, naturalna. Pachnie owocem, ogródkiem, wakacjami, spacerem po łące. Wybrałam ten mniejszy rozmiar, przez co mieści się do torebki (pojemność 20 ml, koszt 20zł). Stale jej używam, ponieważ oczywiście nie jest super trwała, ale w końcu to woda toaletowa. Cenę ma bardziej niż przyzwoitą i bardzo trafia w mój spragniony prostoty gust. Do wyboru także inne zapachy, Jedyne, co mnie trochę martwi to to, że określana jest jako edycja limitowana. Prawdę mówią mam nadzielę, że wprowadzą je do stałej sprzedaży, bo chciałabym sobie kupić je jeszcze raz. Ale bez strachu – moje zapachowe (kategoria wody toaletowe) KWC, także z YR znajduje się w stałym asortymencie i jest zawsze do kupienia. Kolejnemu zapachowi z pewnością poświęcę inną notkę. 

YR eau de toilette 

Na zdjęciu poważej widać zużycie po około 2 miesiącach wiernego używania.