Wpisy z tagiem: tusze-do-rzes

Rzeczowo

5 komentarzy

Dzisiaj notka będzie krótka, zwięzła i rzeczowa. Rzekłabym – jak mój humor. A humor mój poległ dziś w starciu ze stertą zdjęć przedstawiających testy na zwierzętach, jakże dobrodusznie nadesłane mi w mailu przez Uncaged (podpisałam jakąś petycję i teraz wysyłają mi regularne maile – co mi generalnie nie przeszkadza póki nie wysyłają mi zdjęcia ‚molestowanego’ badaniami chomika, który wygląda jak mój własny). Drogie uncaged, ja naprawdę jestem po Waszej stronie, jak pewnie znacząca większość ludzi, która z jakiegokolwiek powodu podpisywała Wasze petycje. Zostawcie zdjęcia dla tych, którym się nie chce samemu szukać po necie. 



A tak na marginesie to wiecie pewnie, że ja jestem z gatunku tych nieradyklanych, czyli starających się nie przekonywać nikogo na siłę. Dlatego, między innymi, nie mam tu drastycznych zdjęć i odstraszających opisów. Jeśli jednak z jakiegoś powodu się wahacie czy przejście na nietestowane na zwierzętach produkty ma sens, wpiszcie sobie hasło ‚animal testing’ w googla. Nawet jeśli tylko 1/3 z tych zdjęć jest prawdziwa, jest to dla mnie wystarczający powód żeby nigdy więcej nie tkąć niczego od tych piekielnych koncernów (które nas, de facto, zalały w ostatnich latach i jeszcze powykupowały wszystkie nasze polskie firmy, które się dało).  


Tak więc wybaczcie, dziś mnie humor opuścił, a więc i recenzja będzie rzeczowa do bólu. 

Tusz MYSecret


Rzeczowo prawiąc: bubel ;)

Myślę, że kupiłam kiedyś większego bubla. Jestem prawie pewna… tylko jakoś trudno mi sobie coś takiego przypomnieć… ;) A tak serio to pewnie wszystko zależy od rzęs. Ogólnie lubię fimę MySecret, mają bardzo przyzwoite cienie w bardziej niż przyzwoitej (albo może wręcz totalnie nieprzyzwoitej?) cenie, fenomenalne cienie sypkie (ach ten Stardust, faktycznie jak gwiezdny pyłek), ale tusze… no cóż. Cóż ja mogę powiedzieć o tym tuszu:

- na moich długich a cieńkich rzęsach absolutnie ‚nie wygląda’. Miałam co prawda wersję brązową tuszu, ale po nim to rzęsy chyba nawet brązowe nie były (hmm)
- konsystencja była bardzo mokra, taka wodnista, nie przypadła mi do gustu – jakbym chciała mieć mokre rzęsy to bym je pomaziała wodą, proste ;)
- masakrycznie sklejał mi rzęsy i to już po 1 warstwie ( w tej kategorii prawdziwy laureat)
- rozmazywał się (no to akurat nie rzadkość, a jeszcze jak się ma konsystencję niemal wodnistą… :>)
- tani, ale co z tego, skoro te parę złotych i tak totalnie zmarnowane

Powiem szczerze, że kupiłam bardziej na próbę niż naprawdę licząc na cokolwiek, to i się za bardzo nie zawiodłam. Jednak nigdy nie liczyłam że tusz poniżej 10 zł może być dobry, ale po kilku recenzjach Multi Action z Essence czy tuszu Wibo już wiem, że jest to możliwe. Po prostu MySecret nie zdał w kwestii tuszu egzaminu. No a przynajmniej tego tuszu. Tak więc, podsumowując – odradzam.

P.s. Doprawdy, mam pewne wątpliwości gdzie ja  pogubiłam oczy… Nie wiem czy kojarzycie, ale w jednej z notek wspominałam o tym jak trafiłam na lakier do paznokci China Glaze, którego oczywiście absolutnie NIE MIAŁAM zamiaru kupić, ale tak się pięknie komponował z moim nowokupionym cieniem Stila (no po prostu ten sam odcień!), który też ABSOLUTNIE nie był w planach, że po prostu musiałam wziąć oba. No więc użyłam dziś dziś lakieru i jedyne, co mi przyszło do głowy to: blondynka no, po prostu blondynka. Otóż lakier China Glaze jest różowy…. a cień Stila definitywnie śliwkowo-brązowy. 
Wypadałoby zwalić na sztuczne oświetlenie w sklepie albo coś, nie…?
Skoro już o tuszach mowa, to chciałabym pokazać jednego z moich nietestowaych ulubieńców. 
Organic Wear Mascara
 Organic Wear Mascara przykuła moją uwagę w sklepie swoim fikuśnym opakowaniem. Nie żebym opakowanie uważała za wybitnie estetyczne, jest jednak na pewno oryginalne i tudno koło niego przejść obojętnie. Następną rzeczą, która mnie zadziwiła to to, że tusz ten posiada certyfikat Ecocert (?!). Jest to ponoć pierwsza linia kosmetyków z takim właśnie certyfikaten. Na opakowaniu napisane jest, że tusz nie zawiera: silnych chemikaliów, syntetycznych konserwantów, substancji ropopochodnych, parabenów, syntetycznych barwników, GMO’s (ale czemu cokolwiek modyfikowanego genetycznie miałoby wchodzić w jej skład to już nie wiem :D). 100% składników organicznych i ok 50% pochodzących z hodowli organicznej. Zamiast sztucznych włókien zawiera tylko naturalne proteiny ryżowe i skrobię (dobra, przyznaję, że ta część brzmi jak wybitne naciągactwo, bo te sztuczne włókna mnie osobiście nie przerażają, no ale co kto lubi). Szczoteczka nadaje się do recyclingu.
Tak czy siak maskara zapowiadała się naprawdę ciekawie i od dawna chciałam ją wypróbować. Bałam się tylko, że – mówiąc kolokwialnie – będzie to totalne badziewie. Jakże pozytywnie się zaskoczyłam, gdy zaczęłam jej używać! :)
plastikowa szczoteczkaMaskara jest bardzo przyjemna w użyciu. Ma plastikową, nie za dużą i nie za małą szczoteczkę, która nabiera idealną ilość tuszu. Dzięki temu się nie maże i nie odbija na górnej powiece. Nie musi się uleżeć przed użyciem. Przy pierwszej wartswie daje efekt dość naturalne, ale przy drugiej już się rozkręca. Efekt? Ślicznie rozczesane długie rzęski, które zalotnie okalają oko jak prawdziwa firanka. Jedyne do czego mogę się przyczepić to to, że
a) nie pogrubia (ALE: przy moich długich cienkich rzęsach nie skleja ich, tworząc kilka długaśnych rzęs, jak to wiele innych tuszy miało w zwyczaju, tylko ładnie rozdziela i podkreśla, więc ten efekt i tak mi się podoba)
b) nie jest wodoodporna – i kiedy mam na myśli, że nie jest, to naprawdę nie jest. Warte podkreślenia jest jednak to, że kiedyś miałam ją na rzęsach  złapała mnie kompletna ulewa i stresowałam się, że mam pandę dookoła oczu i że wyglądam tragicznie, nic takiego się jednak nie stało. Tusz po prostu zniknął z rzęs. Może się jednak rozmazać
c) maskara może szczypać przy dostaniu się do oka. Zawiera coś takiego, że może powodować uczucie dyskomfortu, zwłaszcza przy kontakcie z wodą lub podczas zmywania makijażu (nie jest to na pewno wina mleczka, czytałam w recenzjach na make-up alley, że inne użytkowniczki miały to samo). MNIE to nie przeszkadza, bo nie mam bardzo wrażliwych oczu, ale warto na to zwrócić uwagę przy decydowaniu się na kupno. Ogólnie jednak – polecam. U mnie oceniam ją 7/10 (jedna z ulubionych, ale jednak przez to szczypanie plus nieteatralny efekt nie zasługujena więcej. Ma za to u mnie duży plus za naturalne składniki, fajną szczoteczkę i rozczesane, mocno podkreślone rzęsy)
A, Physicians Formula nie jest niestety firmą dostępną w Polsce, ale natknęłam się na nią ostatnim razem jak buszowałam na allegro, więc jakby ktoś był zainteresowany, to na pewno można ją tam dostać. Cena tuszu ok 30-40 zł.

Zauważyłam, że generalnie osoby rozważające opcję zaprzestania kupowania testowańców i przerzucenia się na kosmetyki cruelty – free, przerażone są głównie rezygnacją z 2 produktów (poza pielęgnacją wrażliwej bądź problemowej skóry, ale to inna kwestia): tuszu do rzęs i perfum.

Spokojnie, bez paniki ;) Na to też można zaradzić.
Osobom przyzwyczajonym do używania tuszy do rzęs Max Factora, Maybellina czy Rimmela, nie mających pojęcia, że inne firmy kosmetyczne w ogóle produkują dobre tusze do rzęs pragnę donieść, że takich (dobrych) tuszy jest coraz i coraz więcej i to nawet w drogeriach. Niektóre w baaardzo przystepnych cenach. 
Niestety nie mogę zrobić recenzji co do wszystkich tuszy, o których tyle dobrego słyszałam, mogę natomiast zainteresowanych odesłać do recenzji poszczególnych produktów (polecam osobom pogubionym dział KWC (kosmetyk wszech czasów) na portalu wizaz.pl, tam można naprawdę znaleźć WSZYSTKO ;)
I tak, z listy tuszy, o których świat kosmetyczny „huczy”, warto by się bliżej zainteresować tuszami takimi jak:
1) Inimitable Intense Mascara Chanel (no to jest akurat towar dla lubiących luksusy) 
2) Maxxi Lash Flexi Mascara Hean (polska firma, produkująca m.in. linię Sensique, o której rozpisywać się będę później; maskara jest bardzo tania, koszt. ok. 10-15 zł)
3) Wonder Lash Mascara Oriflame
4) Extreme Lashes Volume Mascara Wibo (kolejna firma dostępna np. w Rossmannie, maskara też ma być tania i dobra)
5) Naturally Glossy Mascara Clinique (wokół Clinique też wciąż są kontrowersje, ale są na liście Pety, a dla mnie takie firmy powinny zostać uznane za cruelty-free), maskara z wyższej półki cenowej
6) Multi Action Mascara Essence (drogerie Natura, ponoć koszt ok 10zł. a efekt – rewelacja)
7) Volumizer Mascara Bourjois 
8) Endless Lash Mascara Oriflame
9) Wonder Volume Mascara Clarins
Podałam wiele propozycji oraz linki do ich recenzji, żeby każdy mógł znaleźc coś dla siebie. Miłego buszowania!
Edit: linki coś nie wypaliły, spróbuję to naprawić później.

  • RSS