Wpisy z tagiem: roze

Dzisiaj kolejna notka o różach mineralnych. Chodzi o róże firmy Signature Minerals. Najpierw trochę o samej firmie. Zainteresowałam się nią, ponieważ sprzedają próbki, na dodatek darmowe próbki. Jedyne co to trzeba zapłacić za przesyłkę (ale w przypadku gdy i tak chcemy od nich coś kupić, próbki są zupełnie darmowe). Kosmetyki oczywiście nietestowane na zwierzętach. Jednorazowo można zamówić komplet 6 darmowych próbek, ale przy każdym nowym zamówieniu można zamówić kolejny komplet.  Darmową próbkę konkretnego koloru można zamówić tylko raz, ale istnieje szansa zamówienia płatnej próbki tego samego koloru/odcienia (2.5 $, które przy różach i cieniach starcza na naprawdę długo) ile razy nam się żywnie podoba. Poza tym można wybrać 6 próbek spośród wszystkich oferowanych produktów – cieni, róży, pudrów, korektorów, podkładów. Dodatkowo, jeśli mamy ochotę złożyć większe zamówienie, a nie tylko na 6 kolorków, zawsze można dokupić kolejne kolory za 2,5$ w tym samym zamówieniu. (Ja na przykład zamówiłam 8 próbek, 6 było darmowych, za 2 zapłaciłam).

Co do przesyłki – była po prostu błyskawiczna. Mieszkam dość blisko siedziby firmy i przesyłka doszła do mnie następnego dnia po zamówieniu! Musiała być wysłana dosłownie godzinę po złożeniu zamówienia. Smiley
Co do samych kosmetyków nie mam zastrzeżeń, ale za to mam przestrogę dla zainteresowanych – uważajcie z wyborem kolorów, odcienie sa naprawdę dla bladziochów. Bronzer, który kupiłam, z powodzeniem może mi służyć w lecie jako podkład, a ja jestem naprawdę bladolicą blondynką ;)

A teraz swatche róży:

Signature Minerals BlushesSignature Minerals blushes
Swatches SM seashell, rose, adobe sun Signature Minerals swatches
Róże są bardzo bardzo delikatne na policzkach. Nie da się prakycznie nimi zrobić sobie krzywdy, nie są zbyt widoczne. Idealne dla osób, które dopiero próbują swoich sił z różami, natomiast nie polecam osobom lubiącym mocny rumieniec. Szczególnie Seashell jest bardzo transparentny i w zasadzie niewidoczny. Moim zdecydowanym ulubieńcem jest Adobe Sun – piękny delikatny, jakby wpadający w łososiowy odcień. 

Starałam się pobawić światłem i ustawieniami, żeby pokazać kolory w różnym świetle. Myślę, że najbardziej zbliżone do rzeczywistego koloru jaki róże dają na policzkach jest zdjęcie trzecie. 

P.s. Dopiero zdałam sobie sprawę, że nie wszyscy o tym wiedzą, ale na wizaż.pl (nie, to nie jest kryptoreklama, ja po prostu stale tam przebywam :D) co jakiś czas organizowane są wspólne zamówienia do przeróżnych firm typu firmy mineralne, Elf, NYX – również do Signature Minerals. 

Zgodnie z obietnicą zamieszczam pierwsze swatche i krótką recenzję kosmetyków mineralnych Everyday Minerals, tym razem róży.


Może na początek wyjaśnię, że wszystkie pokazane róże są próbkami, które dostałam zupełnie za darmo przy zakupie zestawu cieni Utopia Blooms, ponieważ jakaś dobra dusza umieściła na blogu informację, że EDM ma tygodniową promocję i przy użyciu promo codu (coś, co trzeba wpisać w rubryczkę promo code przy robieniu zamówienia), dostaje się darmowy zestaw 5 próbek przy zakupie powyżej 25$. Dodatkowo dostałam też darmowy zestaw próbek podkładów, ale to jest standardowa promocja (warto kupować na amerykańskiej stronie EDM, ponieważ do każdego zakupu można dostać darmowy zestaw próbek podkładów, pudrów albo róży). Jedynym mankamentem takiej promocji było to, że kolorów róży nie mogłam sobie wybrać, prawdopodobnie dostałam taki zestaw z uwagi na jasne próbki podkładów, jakie zamówiłam. 
Od razu zaznaczam, że bardzo trudno sfotografować te róże tak, żeby miały taki kolor jak w rzeczywistości, ale zrobiłam co mogłam. Zdjęcia wykonane przy oknie w słoneczny dzień.
Jeśli chodzi o mnie, to jestem panikarzem przy używaniu różu. Zawsze mi się wydaje, że wyglądam nienaturalnie i że kolor jest za ciemny (reminescencje po koleżankach, które zawsze używały różu w zły sposób i w nieodpowiednim kolorze i zawsze wyglądały strasznie sztucznie). Dlatego dla osób takich jak ja, które dopiero niedawno rozpoczęły zabawy z różem, Nick Nack i Soft Touch są idealne. Nie da się z nimi przesadzić i zrobić swojej buzi krzywdy (choć kolor można stopniować i można trochę zwiększyć ich intensywność na policzkach), polecałabym osobom bladym i początkującym. W rzeczywistości te odcienie się dorobinę bardziej różnią, ale niewiele, więc którykolwiek z nich byłby w sam raz. Salon Fun jest już trochę ciemniejszym odcieniem, na blogach i YT tego typu odcienie nazywa się czasami odcieniami berry, jeśli wiecie o co mi chodzi (takie idące bardziej w malinkowe odcienie). Tea Time i Sand Cherry należą do kategorii pomarańczowawych i z tymi trzeba ostrożnie. Z Sand Cherry nie można przesadzić, tym bardziej że jego nierówne nałożenie daje dziwny efekt na twarzy, poza tym Sand Cherry jest z błyszczącymi drobinkami, czego ja osobiście nie znoszę (nie po to staram się używać najjaśniejszego różu, żeby przyciągać uwagę błyskiem na policzku jakby mi brokat z włosów albo oczu się osypał na policzki). 

Ogólnie polecam zakupy w EDM, głównie z powodu licznych promocji i możliwości zakupienia próbek (co ma kapitalne znaczenie gdy się nie trafi z kolorem, nie trzeba wtedy zostać z pełnym opakowaniem produktu, który dla nas nie działa). Zdaję sobie sprawę, że EDM wysyła obecnie do Polski tylko drogą przesyłką (domyślam się, że ginęły paczki), dlatego chyba więcej sensu ma kupowanie z polskiej strony - 
http://kosmetyki-mineralne.com/
Niestety zauważyłam, że na polskiej stronie nie ma dostępnych aż tylu promocji co na stronie amerykańskiej, no ale tu każdy musi zadecydować za siebie. 

Polecam te produkty, gdyż EDM to taka firma, którą według mnie warto wypróbować. Na pewno nie podpasuje każdemu, ale wybór kolorów jest obłedny, poza tym wybór efektów, jakie można nimi uzyskać (wykończenia matowe, perłowe, błyszczące) i możliwość zamawiania próbek (próbki kosztują, na stronie którą podałam, zdaje się 5zł) sprawiają że jest to firma bardzo atrakcyjna do wypróbowania. Nie mówiąc już o naturalnym składzie i niepodkreślaniu porów (bardzo się zraziłam do tradycyjnych róży kiedy, jeszcze gdy nie byłam świadoma testowania na zwierzętach, kupiłam bardzo drogi róż Lorac, który kompletnie się nie sprawdził, powodując, że po jego użyciu skóra wyglądała jak nienaturalna maska – a zawsze używałam minimalną ilość). 
Dziś tylko na chwilę, opowiedzieć trochę o moich przygodach z firmami mineralnymi. Zanim się zdecydowałam, poczytałam sobie trochę o różnych firmach w internecie i rozejrzałam się za tymi, które oferują próbki lub inne promocje. Z kilku firm, których róże próbowałam, najbardziej, jak dotąd, przypadły mi do gustu właśnie matowe róże Lucy Minerals. Jestem jasną blondynką, która wygląda najlepiej w ciepłych kolorach. Jak widać na zdjęciach, Matte Apricot jest bardzo delikatnym różem w odcieniu brzoskwiniowym, dodającym tylko lekko kolorku. Bardzo go lubię jako róż na co dzień. Poloecam szczególnie bladzioszkom lub osobom lubiącym delikatny rumieniec ;) Dodatkowy plus za mineralny, zdrowy skład. Róże niestety nie są wybitnie trwałe, nie przetrzymają na pewno całego dnia na policzkach, ale taka już chyba natura tych kosmetyków. Dodatkowy plus za niepodkreślanie porów i niedoskonałości. Ogólnie – bardzo je lubię. Natężenie koloru można stopniować. Bardzo fajne w Lucy Minerals jest to, że często mają promocje na stronie (kiedyś mieli promocję darmowa przesyłka międzynarodowa) i to, że można kupować próbki, nie trzeba więc przepłacać w ciemno. Poza tym częste promocje tygodnia – a ten sposób dostałam darmowy cień do powiek od nich. 

Lucy Minerals róże Lucy Minerals tył

Lucy Minerals swatche 

  • RSS