Wpisy z tagiem: revlon

Jako ogromna fanka eyelinerów mam ich w domu całą kolekcję. Muszę powiedzieć, że generalnie używam wszystkich – i tych lepszych i tych gorszych, jednak oczywiście mam swoich ulubieńców. Lubię szczególnie eyelinery w pędzelku i wśród tych, jak na razie, moimi ulubieńcami są eyelinery z Essence. Natomiast eyelinery w pędzelku są dość upierdliwe w przypadku, gdy ktoś lubi kreseczki na oku, które zakończone są grubszą kreską („kocie oko”) przy zewnętrznym kąciku. Do takich kresek najlepiej nadają się oczywiście eyelinery z aplikatorem bądź aplikatory w żelu (eyelinerów – flamastrów raczej nie używam, sparzyłam się na nich wielokrotnie).

Elf i Revlon
Natomiast znalazłam się w posiadaniu 2 eyelinerów ze sztywnym szpicem (które, de facto, kupiłam będąc całkowicie przekonana, że są to eyelinery z pędzelkiem, ale mniejsza o to ;) ). Jeden z nich to Revlon Colorstay, drugi, to eyeliner taniej amerykańskiej firmy E.L.F. Co do elfa to, wierzcie lub nie, posiada logo firmy na opakowaniu, jednak jest to czarne logo na czarnym tle (pewnie miało być eleganckie i bardziej tajemnicze ;) ), które nie wyszło na zdjęciu. Ogólnie logo prezentuje się ładnie, jednak nie udało mi się go sfotografować. Co mogę powiedzieć o tych dwóch kosmetykach. Po pierwsze, są nieco trudniejsze w użyciu niż zwykłe pędzelkowe eyelinerki, dlatego też raczej nie polecam ich początkującym. Jeśli nie ma się wprawy, można z nimi się naprawdę sfrustrować. Są trwałe, jak to tego typu kosmetyki mają w zwyczaju i raczej się nie rozmazują. Nie miałam okazji testować ich w mocnym deszczu, ale przy lekkiej mżawce raczej nie ma się co spodziewać niespodzianek na powiekach. Dość twarda końcówka (czyli aplikator to raczej nie jest miękka gąbeczka). Raczej wydajne. Natomiast to, co wpadło mi w oko, to to, że w zasadzie nie widzę między nimi drastycznej różnicy, poza ogromną róznicą w cenia – eyeliner Revlona jest jakieś 6 czy 7 razy droższy. (Elfa kupiłam za 1$, czyli za 3zł).
Przy okazji dodam coś odnośnie firmy E.l.f. w ogólności. Są marką nietestującą, bardzo tanią, z linią kosmetyków zwykłą, profesjonalną i mineralną. Sporo kosmetyków ze zwykłej linii kosztuje zaledwie 1$ (czyli w granicach 3 zł!), kosmetyki z pozostałych serii są także bajecznie tanie, choć odpowiednio droższe (średnio 3-5$, czyli 9-15 zł). Powodem tak niskich cen jest to, że kosmetyki składane i pakowane są w Chinach bądź innych krajach tego typu – podobno z importowanych surowców. (Mnie to nie przeszkadza, ponieważ w USA doprawdy 75% wszystkich produktów jest produkowana w ten sposób i zazwyczaj nie ma to wpływu na ich jakość – POD WARUNKIEM, że nie są to chińskie produkty – podróbki, produkowane na miejscu z ichniejszych lichych surowców). Warto jednak o tym wspomnieć. Co do Elfa, to przed kupieniem czegokolwiek z tej firmy, radzę się rozejrzeć za recenzjami. Niektóre ich produkty są rewelacyjnej jakości, tanie, porównywalne ze znacznie droższymi produktami, inne są po prostu bardzo kiepskiej jakości. ZAWSZE przed kupieniem czegokolwiek od nich należy sprawdzić co inni o nich piszą. (Z produktów, o których słyszałam, że są fenomenalne jest ich pędzel do nakładania sypkiego pudru (chyba linia profesjonalna, taki czarny z czarną rączką), ich róże z linii profesjonalnej (ale chyba z normalnej też, bo róże za 1$ też były chwalone), cienie mineralne, eyeliner w żelu, niektóre zwykłe cienie prasowane były bardzo zachwalane, zwłaszcza że sprzedają paletki za parę dolarów oraz szminki, szczególnie mineralne (trochę droższe, tu kosztują 5$). Do kupienia m.in. na allegro. Na stronie producenta bardzo bardzo częste zniżki sięgające 75%, warto się zainteresować.

Colorstay 225Było już trochę o jednej z moich ulubionych szminek, Revlon Colorburst, teraz więc powinnam powiezieć trochę więcej o mojej ulubionej, jak do tej pory, serii szminek revlona – Colorstay. Jedynym powodem, dla którego zainteresowałam się serią Colorburst były, poza oczywiście świetnymi opiniami na You Tubie, moje wcześniejsze doświadczenia z Colorstayem. 

Muszę powiedzieć, że nigdy nie przepadalam za szminkami. Szybko schodziły mi z ust, brudziły kieliszki w najmniej oczekiwanym momecie, dawały jakieś takie gumowe uczucie na ustach (tu mam szczególnie złe doświadczenia z pomadkami L’Oreala Colour Riche, które de facto testują, więc płakać za nimi nie będę – jednak taki doświadczenia miałam też innymi firmami). Zresztą, konsystencję mogłabym jeszcze przeżyć, gdyby trwałość mnie zadowalała. No i cena. W zasadzie na długi czas dałam w sumie za wygraną z pomadkami, ale w końcu postanowiłam znaleźć jakiegoś faworyta wśród pomadek, bo uważam, że mocniejszy akcent na ustach jest czasami bardzo seksowny, żeby nie powiedzieć – kuszący. Pomijając fakt, że kiedy nie chce mi się spędzać 15 minut na malowaniu oczu, taki akcent kolorystyczny na ustach – trzask prask i po krzyku – uratuje mnie przed wyglądaniem rodem jak upiór z Opery. 
Z takim więc oto postanowieniem i z listą Pety w ręku, wybrałam się na zakupy. Poszukałam, pogmerałam, popatrzyłam, ale jak zatrzymałam się przed półką Revlona, to już wiedziałam, że kupię. Przede wszystkim z powodu ich osławionej serii Colorstay (głównie o podkładach i ich poczwórnych cieniach wiele dobrego słyszałam), po drugie z powodu ceny (10$ = 30 zł, tragedii nie było), no i koloru (akurat mieli taki fajny kolor smooth nude, na początek dobry do wszystkiego). 
Wnioski? Uwielbiam tę serię. Ich pierwsza i podstawowa zaleta – trwałość. Latam, gadam, piję, a szminka dalej sobie siedzi na

Colorstay 365

 ustach. Nie zostawia śladów na kubkach (Eureka!). Kładę przed wyjściem z domu i po dojściu do pracy szminka dalej jest, gdzie być powinna. Po drugie, nie tworzy skorupy na ustach. Owszem, no czuć ją, w końcu ma być pomadką trwałą, ale nie tworzy mi czegoś takiego, co by mi przypominało o moich gumiakach z lat dziecięcych, a to już postęp. Po trzecie – cena. Szminka może górnopółkowa nie jest, ale za tę jakość cena jak najbardziej ok. No i nie blednie zostawiając na ustach ciemniejszej okówki, co niektórym trwałym szminkom się zdarza.
No a teraz minusy. Bardzo bardzo miękka konsystencja, co powoduje, że szminkę najlepiej nakładać pędzelkiem. Do przeżycia, ale mniej wygodne. No i nie jest nadzwyczajnie wydajna, choć nie jestem jej w stanie racjonalnie porównać do innych produktów. Po drugie szybko zasycha na ustach. Jak coś „wyjedzie” poza kontur, trudno robić poprawki. To jednak można obejśc refleksem ;) Wyjechało się za kontur – trzeba szybko reagować. No i ostatni minus, który dla mnie nie jest aż takim problemem, dla innych jednak może nim być – trochę jednak wysusza usta. Tragedii nie ma, ale jednak. 
Tak czy siak, z minusami czy bez, kocham ją pasjami. Do tego stopnia, że przez rok nabyłam ich 5 sztuk :> Na zdjęciu tylko 2 z nich, ponieważ wszystkie inne są zmechacone do granic możliwości noszeniem w torebce, pędzelkiem, ułamaniem itp. W razie pilnych zgłoszeń zawsze mogę wkleić zdjęcia swatchy. Na zdjęciu (od góry): Colorstay 225 Pecan Pleasure, Colorstay 365 Luscious Rose.Moim faworytem jest jednak, jak do tej pory, kolor 210 Mocha Silk, wpadający w lekki brąz.

Revlon Colorburst Revlon Colorburst 2

Popatrzyłam na mojego bloga i nie mogę uwierzyć, że nie ma na nim jeszcze żadnej recenzji jakiegokolwiek produktu jednej z mojej ulubionych firm. Revlon, bo o nim mowa, jest jedną z, moim zdaniem, wciąż niedocenionych, ale produkującą bardzo dobrej jakości kosmetyki, firm. Ich seria Colorstay jest niewiarygodnie dobrą serią kosmetyków, ale chociaż osobiście uwielbiam serię Colorstay i posiadam zdecydowanie zbyt wiele pomadek z tej serii ;), dziś chciałabym podzielić się moim najnowszym odkryciem – serią pomadek Colorburst. I choć sporo ludzi nie ufa Revlonowi, twierdząc, że jakoś tak nie bardzo, że to niemożliwe, żeby nie testowali to wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują na to, że Revlon już od lat 80 porzucił testy na zwierzętach na dobre.
Szminka na zdjęciu to color 070 (Soft Nude), czyli taki odcień zbliżony do odcienia ludzkiej skóry. Po raz pierwszy odkryłam tę szminkę poprzez filmy na YT, gdzie wiele dziewcząt zachwycało się jej jakością, trwałością, odcieniami oraz elegancją opakowania, które swoją estetyką przypomina opakowania Chanel. Oczywiście, jako zagorzała fanka Revlona, nie mogłam przejść w sklepie obok tej szminki obojętnie ;) Kolor jest oczywiście blady, idealny do mocniejszego makijażu oczu. To, co zachwyciło mnie w tej pomadce, to jej trwałość. Trwałość jest dla mnie podstawowym kryterium, według którego oceniam szminki. Ta spisuje się bardzo dobrze, choć powiem szczerze, że palmę pierwszeństwa i tak wciąż przyznaję jej koleżankom z serii Colorstay, które na ustach siedzą niemal godzinami. Tak czy siak, na trwałość zdecydowanie nie ma co narzekać. Kolejnym plusem tej pomadki jest konsystencja. Seria Colorstay jest trwalsza, jednakże bardzo miękka i kremowa, przez co najlepiej nakłada się pomadki z tej serii pędzelkiem. Tu nie ma takiej potrzeby. 
Pomimo wszystkich jej zalet muszę przyznać, że Revlon może odrobinę wysuszać, co mnie osobiście nie przeszkadza, no ale warto o tym wspomnieć w rzetelnej recenzji. Ogólnie oceniłabym ją na 8/10. 

  • RSS