Wpisy z tagiem: paletki

Trio for greens 034  Trio for greens 034 swatch

Trio for greens 124 Trio for greens 024 swatch
Trio for greens 004  Trio for greens 004 swatch
Trio for blues 102 swatch Trio for blues swatch
Trio for hazels  Trio for hazels
Trio for browns  Trio for browns
dwa fiolety kolekcja
Dziś parę nowych swatchy. Doszłam do wniosku, że to trochę bez sensu polecać coś, jeśli nie wiadomo o co dokładnie mi chodzi. Zdjęcia robione bez bazy i po południu. Najgorszym cieniem co do pigmentacji jest, moim zdaniem, jasny fiolet, choć w parze z drugim fioletem wygląda ślicznie. Najlepsze są brązy (dobra pigmentacja). Trio do oczu niebieskich bardzo mi się podoba, ciemniejszy niebieski ma lekko fioletowawy ton – niestety ja w tych kolorach wyglądam jak potwór z mokradeł i inne takie ;) Błysk, który widać na niektórych zdjęciach pochodzi bardziej od słońca, w rzeczywistości cienie nie są błyszczące, tylko takie delikatnie satynowe.

Ja się zastanawiam czy tylko ja mam takiego pecha, czy to wszyscy mają takie wrażenie, że jak już znajdą swój kosmetyk ulubiony, to musi on zostać wycofany ze sprzedaży? Najpierw zdarzyło mi się to z moją ulubioną pomadką (pomadek mam wiele, ale mało która była naprawdę hitem), potem z moim najukochańczym tuszem do rzęs, w końcu z moim przeulubionym zielonym cieniem z Bourjois, a teraz z moją ulubioną paletką do oczu Almay. Tak, znalazłam moją paletkę idealną, w raz sam do makijażu dziennego, bez stresu rano, pasowała do większości moich ubrań etc. – i nie ma. Nie mogę jej nigdzie znaleźć, bo, nawet na ebayu trudno ją znaleźć, nie ma jej w sklepach, na stronie producenta ani na amazon. com. No normalnie mnie trafi. 

No to może teraz trochę o potrójnych paletkach Almay w ogólności. Generalnie to wiem, że zdania co do nich były bardzo podzielone, niektórzy twierdzili, że w ogóle nie działają (kampania reklamowała je jako cienie podkreślające i wydobywające kolor oczu), niektórym nie podobała się pigmentacja, innym jeszcze coś innego. Ja te cienie uwielbiam. Nie są to na pewno cienie najlepszej jakości (tu zdecydowanie na pierwszym miejscu Urban Decay), ani największego wyboru kolorów (tu zdaje się MAC), ani w ogóle nie są one jakieś specjalnie luksusowe, wyjątkowe itp…. ja jednak tak nie uważam, dla mnie są naprawdę super. 
Po pierwsze, świetnie skomponowane zestawy. Jak dla mnie dają bajeczny efekt na oku.
Po drugie, lubię też ich konsystencję. Są miękkie, ładnie się z nimi pracuje, bez problemu się je rozciera, 
Po trzecie, to co inni nazywają słabą pigmentacją, ja nazywam delikatnymi kolorami do dziennego makijażu. Uwielbiam ten delikatny efekt na oku w ciągu dnia – widać, że oko wygląda inaczej, że jest jakieś bardziej błyszczące, że wyglądam ładniej, ale trudno w zasadzie zauważyć, że mam makijaż. Dla mocniejszego efektu maluję kreskę eyelinerem i wtedy efekt jest naprawdę super.
Po czwarte, nie wiem czego niektórzy spodziewali się po efekcie, jakie Almay może dać im na oku, dla mnie naprawdę uwypukla kolor moich tęczówek. Mam oczy w kolorze taki szaro-zielono-niebieskim, w zależności od koloru ubrań i kąta padania promieni słoneczych, mogą być mniej lub bardziej intensywne. Te cienie powodują, że są takie seledonowo – turkusowe (przy odpowiednich ciuchach), szczególnie wspaniale widać to na zdjęciach. Oczywiście, że to nie jest tak, że nagle oczy zmieniają kolor na intensywniejszy, ale przecież nie spodziewam się cudów, tylko efektu iluzji. 
Po piąte, naprawdę niewygórowana cena. Widziałam je w Polsce nawet za 22 – 25 zł, chociaż wiem, że nie są łatwe do dostania. (Ja znalazłam gdzieś na jakimś bazarku).  Tu jednak należą też do bardzo tanich, drogeryjnych kosmetyków.
Po szóste, uwielbiam to, że są sprzedawane w paletce i każda z nich jest przeznaczona do innego koloru oczu. Kolory można też mieszać między paletami. 
Ogólnie – polecam, zwłaszcza osobom szukającym palety do codziennego makijażu, którym nie chce się wstawać rano i komponować ze sobą 3 kolorów i myśleć, które do siebie pasują. Idealne dla leniuszków, którzy chcą wyglądać perfekcyjnie mimo braku czasu. 
 Almay intense i-color dla innych kolorów oczu
To są wszystkie zestawy, które posiadam. Wiem, dużo. Wszystkie były jednak kupione na promocji. Mój ulubiony zestaw to ten w górnym lewym rogu. Wkleiłam wszystkie, żeby pokazać, że często zmieniało się opakowanie, logo, a nawet faktura cienia, a mimo to wszystkie cienie są oryginalne. Dolny rząd jest do innych kolorów oczu niż zielone, używam cienie nie w zestawach, tylko jako cieni pojedynczych (np. używam ze sobą 2 fioletów albo czasami używam wybiórczo brązów). 
Jeszcze raz podkreślam, że nadają się dla alergików (tak przynajmniej twierdzi Almay ;) )

Sensique

Polską firmą Sensique zainteresowałam się wyłącznie po przeczytaniu masy dobrych opinii na internecie i usłyszeniu mojej koleżanki zachwycającej się nimi przez godzinę. Generalnie nie kupuję kosmetyków tak tanich jako że sparzyłam się wielokrotnie takim właśnie zakupem. Jednak z cieniami Sensigue postanowiłam zaryzykować przy okazji przyjazdu do Polski. Po pierwsze, zainteresowały mnie ich kolory. Paletki były ładnie skomponowane, co najmniej 2 z nich miały ładne połaczenia brązów i złotawych odcieni, trochę różu. Akurat moje ulubione kolorki. Druga paletka zainteresowała mnie, ponieważ już dawno chciałam poćwiczyć makijaż w tonacjach fioletu, a przy takiej cenie wybór tego kosmetyku wydawał się wyborem wręcz idealnym. 
Paletki zaskoczyły mnie swoją jakością. W życiu nie pomyślałabym, że to kosmetyk  raptem za parę złotych. Trzymają się długo, naprawdę długo, bez bazy do ładnych kilku godzin. Po drugie, nie wyglądają tandetnie na oku. Wykończenie takie jakby satynowe, ani zupełnie matowe, ani błyszczące. Po trzecie, wyglądają jakby się miały osypywać ( w pudełku), jednak przy ich aplikacji nic takiego nie ma miejsca. Nie wałkują się i nie warzą na oku. (Używam pisowni „warzą się”, a nie „ważą się” na oku, ponieważ czasowniki ważyć a warzyć mają zupełne inne znaczenie i tu należało by użyć czasownika warzyć, to tak na wypadek jakby kogs raziły błędy ortograficzne ;)). Ponadto idealnie nadają się do makijażu dziennego, ale bez problemu można nimi wykonać makijaż wieczorowy. No i konsystencja tez jest w miarę przyjemna – łatwo je rozprowadzić na oku, chociaż nie są zbyt miękkie. Podsumowując – naprawdę te cienie lubię. Są tanie, łatwo dostępne, warte swojej ceny. Dodatkowo sam fakt sprzedawania cieni w poczwórnej paletce ma swoje plusy, gdyż wystarczy użyć już skomponowanego zestawu i makijaż oka gotowy. Porównując je do innych drogeryjnych cieni, zwłaszcza takich jak Maybelline (o mamo, z tymi to miałam przejścia…), Max Factor czy Rimmel (kiedyś, jeszcze przed przejściem na kosmetyki nietestolwane popełniłam błąd zakupu ich potrójnych kamieni prasowanych, co to dla niepoznaki nazwane były cieniami. Najgorszy chłam, jakiego używałam), Sensique wypada naprawdę dobrze. Będę gorąco kibicować tej firmie, nie tylko z powodu ich nietestowania i bardzo przystępnej ceny, ale też i faktu, że to jedna z naszych bardzo dobrych polskich firm. 

  • RSS