Wpisy z tagiem: olejki

Jak wiecie, miałam ostatnio kupę stresu. Na szczęście wszystko dla nas skończyło się dobrze, teraz nawet układa nam się wyśmienicie, urlop, nowe mieszkanko, które jest nieporównywalnie lepsze od poprzedniego, wyprowadzka, wspaniałe plany na lato – jednym słowem kupę szczęścia w kupie nieszczęścia. Jednak stres był i pozostał. Do dziś jak ktoś wspomina słowem tornado to dostaję ataku nerwowego (jakoś tak siła wyższa, przeżyłam prawdziwe chwile grozy). Jednym słowem STRES. A żeby pozbyć się stresu, jak dla mnie, prawie wszystkie chwyty dozwolone ;) 


A tak serio to aromaterapia ma ogromny wpływ na moje samopoczucie i ostatnio w ruch poszły moje najulubieńsze gadżety pomagające technikom relaksacyjnym – olejki do masażu Kanu


Kanu czekolada pomarańcza Kanu zielona herbata

Na olejki Kanu trafiłam kiedyś przez zupełny przypadek (chyba w jednej z mydlarni) i zakochałam się w nich bez pamięci. Pierwszym z ich olejków, który padł moją ofiarą był olejek o zapachu czekolady i pomarańczy. Kocham, po prostu kocham ten zapach. Oczywiście trzeba uważać, gdyż zapach jest bardzo słodki i dla niektórych może być wręcz mdły i nieprzyjemny, dlatego też polecam jego powąchanie przed zakupem ;) 
Kolejnym z tej serii była zielona herbata. Świeży, ale delikatny, bardzo bardzo przyjemny. Te olejki to moje Kosmetyki Wszech Czasów w tej kategorii. Używam ich od prawie 3 lat. 

a) szalenie wydajne
b) wspaniały wybór zapachów
c) lekka konsystencja
d) nie brudzą ubrań
e) nie stają się lepkie podczas masażu, jak wiele innych środków do masażu ma w zwyczaju – a czego nie cierpię, nie znoszę
f) nie brudzą ubrań
g) nie są lepkie ani bardzo oleiste
h) nadają skórze jedwabistą gładkość
i) uspokajają
j) wyrób wegański, polski i oczywiście nietestowany na zwierzętach (ale to się rozumie samo przez się, prawda? ;) )

Każdemu, kto lubi takie gadżety bardzo serdecznie polecam. Idealne też na prezent. 

Olejek ze słodkich migdałów Olej kokosowy olej kokosowy konsystencja

Chyba jednym z najłatwiejszych produktów do znalezienia wśród produktów cruelty – free, są produkty do codziennej pielęgnacji. Balsamy, masełka, olejki – te wszystkie produkty zrobiły się ostatnio bardzo popularne. Im krótszy skład, tym lepiej, bo i nadmiar chemii nigdy nikomu dobrze nie zrobił. Coraz częściej można też przeczytać artykuły o negatywnym wpływie na zdrowie poszczególnych substancji (wśród tych ostatnich prym wiodą chyba parabeny, talk i SLSy) i choć ile w tym prawdy, a ile siania paniki to nikt nie wie – jednak zrezygnowanie z takich substancji tak na wszelki wypadek raczej nie zaszkodzi. W związku z tym chciałam zwrócić uwagę na popularne ostatnio olejki (olej kokosowy, jojoby, ze słodkich migdałów, tamanu, arganowy, monoi, z pestek malin, z róży rdzawej, z orzechów laskowych, z rokitnika.  Słowem co sobie człowiek tylko zamarzy). Są to bardzo naturalne wielofunkcyjne produkty, dostępne  w wielu sklepach za zazwyczaj całkiem przystępną cenę. Fora i portale rozpisują się często nad zastosowaniem olejków jako masek do włosów, balsamów, smarowideł do rąk. W zasadzie używać można ich do każdego z tych celów, jednak olej ze słodkich migdałów wydaje mi się wprost stworzony do wmasowywania go w ciało. Jest nieco mniej tłusty i oleisty od innych olejów, przez co ładnie się wchłania i nie zostawia na skórze nieprzyjemnego filmu. Doczepić można się jedynie do zapachu, ponieważ niektóre z olei (m.in. właśnie migdałowy) mają taki charakterystyczny, olejowy zapach… przez co po posmarowaniu się nim czuję jakbym cały czas była w kuchni ;) (Dla osób łasych na zapachy proponuję olej kokosowy nierafinowany – pachnie czystym kokosem). Olej kokosowy jest innym typem olejku, który, poza charakterystycznym zapachem, posiada również bardzo charakterystyczną konsystencję. Trzymany w zimnym pomieszczeniu (bądź lodówce) ma konsystencję bardziej stałą (ostatni obrazek) i dopiero w dłoniach rozpuszcza się i zaczyna być prawdziwym olejem. Bardzo ciekawy i przyjemny w użyciu produkt. 
Firma Aura Cacia nie jest chyba dostępna w żadnym polskim sklepie, natomiast olejek migdałowy z całą pewnością można by znaleźć w sklepach zielarskich bądź ze zdrową żywnością. Sporą ofertę przeróżnych olejów mają też wspomniane wyżej Mazidła i Biochemia Urody , a także Naturalis czy Zrób Sobie Krem

Środek do demakijażu był jedną z moich pierwszych obaw przy postanowieniu zaprzestania kupowania produktów testowanych na zwierzętach. Wszystko dlatego, że po latach używania takich sobie o mleczek, płynów czy innych specyfików, testowania, narzekania, na dwa tygodnie przed odkryciem polityki firm testujących na zwierzętach – znalazłam wreszcie swój ulubiony kosmetyk do demakijażu, oczywiście jednej z testujących firm. Byłam załamana, że niegdy już nie znajdę nic sensownego, ale jakże się myliłam. Faktem jest, że spędziłam trochę czasu na szukaniu czegoś fajnego i nie koszmarnie drogiego, jednak po wcale nie tak długim czasie odkryłam sklep internetowy Biochemia Urody.

I tak wpadłam na ich stronę i mój wzrok automatycznie padł na olejki myjące (Biochemia Urody). Po przejrzeniu oferty zadecydowałam, że po prostu muszę wypróbować olejki zapachowe (pomarańczowy i drzewko różane), ponieważ uwielbiam naturalne zapachy. Złożyłam na BU większe zamówienie dla siebie i rodziny  i dośc długo czekałam na przesyłkę (mieszkam za granicą i przesyłak musiała przejść bardzo długą drogę, zanim do mnie dotarła ;) )
Olejku pomarańczowego używam już od co najmniej dwóch miesięcy i jestem nim totalnie zachwycona. Nie wkleję tu jednak jego zdjęcia, gdyż buteleczka ma jedną wadę – szybko się brudzi i wygląda bardzo „niewyjściowo” przy końcówce używania. Po pierwsze, olejek ma fantastyczny zapach. Masuję nim skórę i z lubością wdycham zapach pomarańczy. Zapach jest świeży, nie perfumowany, nie jest dodawany do żadnej bazy mleczka (poza emulgatorem, ale to inna bajka), więc jest czysty, chociaż nie przytłaczający. Konsystencja olejku bardzo mi podpasowała, ponieważ od jakiegoś czasu nie cierpię po prostu mleczek do demakijażu, którym muszę po sto razy trzeć moje nieszczęsne oczy, marnując przy tym po 5 płatków bawełnianych. Nie, to po prostu nie dla mnie. Olejek ten oczyszcza całą skórę i świetnie radzi sobie z makijażem – nawet z eyelinerem i tuszem do rzęs. Ponieważ zawiera dodatek emulgatora, pomimo iż ma konsystencję oleistą, łatwo go zmyć i nie zostawia na twarzy żadnej tłustej powłoki. Jak dla mnie kosmetyk idealny – 10/10. Pomimo iż znalazłam kilka innych kosmetyków do demakijażu, które całkiem chętnie używam (choć jeszcze więcej takich, które niezbyt chętnie), do tego będę z pewnością wielokrotnie wracać. Myślę że przy dośc regularnym używaniu (czasami używałam innego środka do demakijażu, ale rzadko) starcza mi na około 2 – 2,5 miesiąca. 
Podsumowując:
+ fajna konsystencja
+ nie trzeba trzeć oczu ani twarzy, żeby pozbyć się zabrudzeń i makijażu
+ radzi sobie nawet z tuszem do rzęs i eyelinerem
+ nie klei się, chociaż nie każdemu podpasuje konsystencja olejku
+ nie zostawia dziwnego filmu na skórze
+ zapach jest na 6+
P.s. Specjalne podziękowania dla mojej koleżanki z pewnego portalu, która również wybrała styl życia cruelty – free za pomoc, słowa zachęty i utwierdzanie mnie w moim pomyśle prowadzenia bloga. Dzięki niej już niedługo pojawią się tu zdjęcia i zdecydowanie więcej notek ( a możliwe, że i więcej gości ;) )

  • RSS