Wpisy z tagiem: kremy-do-rak

ShiKai

2 komentarzy

Jako że sporo z was zapewne nie chce używać czegokolwiek z dodatkiem składników odzwierzęcych, postanowiłam dodać kolejny tag „wegetariańskie”. Myślę, że dodam też kolejny znaczek „wegańskie”, ponieważ niektórzy nie chcą w ogóle używać czekolwiek pochodzącego od zwierząt. 

Dziś chciałam krótko i węzłowato na temat mojego ukochanego kremu do rąk, który odkryłam będąc w pewnym eko sklepie i który udało mi się upolować później w Wholefoods*. Chodzi o krem ShiKai , który tak naprawdę nadaje się ponoć i do rąk i do całego ciała, ale jako zagorzały przeciwnik smarowania się balsamami, używam go tylko do rąk, przez co jest szalenie wydajny. 238 ml kosztuje, w zależności od miejsca, 8-10$ (ok 30 zł) i, choć wydaje się to drogo, mi starczy chyba na lata. Ich maleńką próbkę (30 ml za 2$) zużywałam przez miesiąc. ShiKai jest także dostępne w Wielkiej Brytanii, widziałam ich na liście BUAV. Absolutnie kocham, ubóstwiam ten krem do rąk. Po pierwsze, skład. Nic mi się nie rzuciło w oczy takiego, co by mnie przeraziło od pierwszego wejrzenia, m.in. nie widziałam parabenów. No i brak składników odzwierzęcych. Po drugie, są na liście The Leaping Bunny i mają ich króliczka na opakowaniu. Po trzecie, zapach jest po prostu niebiański, uwielbiam ten zapach. (Bardzo podobny do peelingu z Queen Helene, o którym pisałam wcześniej, ale chyba bardziej go lubię). Po trzecie, dodatek masła shea sprawia, że krem bardzo dobrze pielęgnuje moje ręce. Po czwarte, nie klei się i nie zostawia żadnego dziwnego filmu na skórze. Po piąte, mam wrażenie, że różnicę widać nawet po umyciu rąk, a nie tylko do ich umycia. Podsumowując – jak dla mnie jest to krem 10/10. Gdybym musiała wrócić do Polski nie mając możliwości nigdy więcej dostać kosmetyków, których teraz używam, ale mając możliwość zabrania ze sobą dokładnie jednego produktu, porządnie bym się zastanowiła czy to by nie był ShiKai. Gdybym miała możliwośc wzięcia 5, ten krem na pewno znalazł by się wśród nich. No i tradycyjnie – dostępny jest w 8 zapachach, z nich wszystkich tylko, zdaje się, drzewo sandałowe mnie zainteresowało, ale w tym zakochałam się bez pamięci. Jakby ktoś był zainteresowany to proponowałabym zacząć od małych opakowań – żeby się nie rozczarować np. zapachem.
ShiKai Hand&Body LotionShiKai nietestowane
* Wholefoods jest siecią sklepów, w której wszystkie produkty są pochodzenia ekologicznego, jeśli nie wszystkie, to prawie wszystkie kosmetyki są nietestowane na zwierzętach, kawy i herbaty w znacznej większości są fairtrade, można kupić ekologiczne, niestestowane środki czystości, papiery toaletowe, perfumy, jedzenie, a nawet ekologiczne ubrania – jednym słowem wszystko. Minusem sklepu są oczywiście ceny, no ale od czego są promocje ;) Dodatkową, jak dla mnie, atrakcją, jest fakt że mają tam food corner – czyli kącik z jedzeniem, gdzie można zjeśc naprawdę zdrowo, smacznie, ze sporym wyborem dań wegetariańskiech i wegańskich, przedziwnych składników, egzotycznych sałatek itp. 

Bath and Body Works znane jest ze swoich linii zapachowych i gadżetów typu świeczki, odświeżacze, olejki do masażu. Takie też są ich kosmetyki – w ładnych opakowaniach, z ekstrawaganckim zapachem, czasami wręcz lekko odurzającym. Coś w ich produktach jest takiego, że nawet jeśli nie są bardzo bardzo drogie, to wydają się luksusem. Nie wiem, może to ten zapach?

Shea Cashmere
Ogólnie nie jestem stałą klientką Bath and Body Works, ale zaglądam do nich czasem w okresie promocji i okresowych wyprzedaży. Tak też upolowałam jeden z moich kremów do rąk, Shea Cashmere o zapachu Midnight Pomagranate, z serii Signature Collection (Signature Collections mają to do siebie, że często są to kolekcje bądź linie bardziej luksusowe). Kupiłam krem z 3 powodów: a) przeceny, b) zapachu (o tak, ja coś mam z tym zapachem granatu) c) dodatku masła shea. Krem nie jest na pewno kremem o świetnym, naturalnym składzie, zawiera sporo dziwnych nazw i sporo związków parabenu, toteż nie używam go za często. Kolejnym minusem okazał się jego zapach. Zapach jest oryginalny, mocny, jakby perfumowany, może wręcz powodować zawrót głowy, gdy użyje się go za dużo. Ogólnie jest to na pewno zapach ciekawy (koleżanki z pracy automatycznie mnie pytają: kremowałaś ręce czymś z BBW?), jakiś taki tajemniczy, mocno kobiecy. Wielbicielki mocnych odurzających zapachów mogłyby się czuć wniebowzięte, mnie jednak na dłuższą metę po prostu męczy. Opakowanie śliczne, zgrabne, nadające się do noszenia w torebce (w takim celu został też kupiony). Po tygodniach noszenia wciąż w stanie nienaruszonym (imponujące kiedy wezmę pod uwagę co ja w tej mojej torebce noszę). Działanie przyjemne, kojące, krem nawilża i daje dłoniom miłe uczucie zadbania (zapewne dzięki dodatkowi shea). Dość wydajny, biorąc pod uwagę, że wystarczy odrobinka. Ogólnie – fajny produkt, ale bardziej jako prezent czy jako przyjemny do użycia bajer, chyba że ktoś lubi takie gadżety. Polecam osobom lubiącym nietuzinkowe zapachy połączone z dobrym działaniem. Ogólnie jednak nie wiem czy jest to typ produktu, który chciałabym mieć zawsze u siebie w łazience. 

  • RSS