Wpisy z tagiem: everyday-minerals

Dzisiaj wracam z kilkoma anegdotkami i nową recenzją. 


A więc po pierwsze, mam niezbite dowody na to, że mężczyźni naprawdę są z Marsa a kobiety z Wenus. Dzisiaj używałam mojej smrodliwej odżywki do włosów Hugo Naturals, o której to odżywce rozpisywałam się w ostatnim wpisie i wyraziłam obawę jakby mój biedny mąż musiał ją wdychać przy próbach bliższego kontaktu ze mną (tudzież siedzenia na tej samej kanapie). Otóż dzisiaj małż mój wyraźnie mi orzekł, że ‚coś tu ślicznie pachnie’, głaszcząc moje włosy. W związku z tym bastuję, może zapach odżywki jednak rzeczywiście jest śliczny? :>

Anegdotka druga jest taka, że daję sobie sama szlaban na zakupy. Wpadłam dziś na zupełnie niewinny przegląd do drogerii (w poszukiwaniu paru podarków kosmetyków niedostępnych w Polsce dla rodziny) i to był błąd niewybaczalny. Po pierwsze, trafiłam na 50% obniżkę cienii Stila, które to cienie nawet PO obniżce tanie nie były. Po drugie, znalazłam od razu 2 (słownie: dwa) cienie, które pięknie się uzupełniały jak je nałożyłam koło siebie na dłoń. No i przecież taka okazja, kto by przepuścił (niby zaoszczędziłam 18$ na tych dwóch cieniach, ale mój małżonek raczej tego oszczędzaniem by nie nazwał).

Po trzecie, przez przypadek wpadłam na firmę, która również miała dziś wyprzedaż i firma ta okazała się nie tylko być firmą na liście Leaping Bunny (mają ich króliczka na opakowaniu), ale i firmą produkującą maseczkę różaną, której zapach skusił mnie od razu. JAKBY TEGO było mało to trafiłam dziś na niedobitki nowej kolekcji Zoyi (wegańskie lakiery do paznokci), którą to kolekcję koniecznie musiałam wypróbować, ponieważ, jak już pewnie sporo z Was wie – jedna z największych firm produkujących lakiery do paznokci, OPI, „sprzedało się” Coty. (Essie też należy do L’Oreala, więc odpada). Na samiuteńki koniec, zmęczona wyrzutami sumienia, wpadłam na lakier do paznoki China Glaze, który nie tylko pieknie pasuje do moich fioletowych ciuszków, ale całkiem się komponował z moim nowowybranym cieniem Stila…. :>

Jednym słowem – szlaban sobie zakładam już nie tylko na zakupy, ale w ogóle na wchodzenie do sklepów. 


Ok, a teraz do rzeczy. Wracam dziś do recenzji firmy EDM, a konkretnie ich korektora rozświetlającego – Aussie Perk Me Up. 

Aussie Perk Me Up Aussie 2

Szukałam dość długo jakiegoś sensownego korektora mineralnego pod oczy bo, umówmy się szczerze, nie widzę sensu używania korektorów w sztyfcie (skóra pod oczami jest za delikatna na to), poza tym odpowiadałaby mi lekka formuła. No i ten naturalny skład pod oczami by na pewno nie zaszkodził. Szczerze powiedziawszy to mam trochę zgryza z tym kosmetykiem, bo zbiera całkiem dobre recenzje, a mi nie podszedł totalnie i kosmicznie. To, co widzicie na zdjęciu, to wielkośc travel (czyli podróżna). Mała szklana fiolka zakończona jest kuleczką jak w dezodorantach kulkowych, przez co jest bardzo wygodna w użyciu. Koszt to ok. 4-5$, stosunek ceny do wydajności chyba nie najgorszy… Ale ja mam do tego korektora jedno i zasadnicze ale – u mnie nie działa. W ogóle, totalnie. A w zasadzie działa, tylko ma skutek odwrotny do zamierzonego, czyli – uwypukla wszystko, co bym chciała zakryć. Pod oczy się nie nadaje ani na podkład ani pod podkład, ani w zasadzie w ogóle. Na przebarwienia czy drobne niespodzianki także. Jako korektor po prostu nie działa, ponieważ ma taki charakterystyczny perłowobiały połysk, który u mnie wygląda niezdrowo. Znalazłam za to na niego sposób i zaczęłam go używać jako rozświetlacza. W tej roli sprawdza się całkiem całkiem. Umówmy się jednak, że korektor to nie jest rozświetlacz i w tej roli kosmetyku nie mogę polecić.

Jeśli któraś z Was zna jakiś dobry korektor mineralny, to proszę polećcie coś, ponieważ ja jak na razie to miałam bardzo średnie doświadczenia. 

P.s. Moje zaćmienie umysłu na zakupach uszlo mi zupełnie płazem ponieważ, jak się później okazało, podczas gdy z miną męczennika za zdrowie i urodę buszowałam po drogerii, starając się nie kupić ZA DUŻO (wolne żarty) mój szanowny małżonek 
buszował po sklepie z grami z równie dobrym skutkiem co ja. To się nazywa fart, co? 

Zgodnie z obietnicą zamieszczam pierwsze swatche i krótką recenzję kosmetyków mineralnych Everyday Minerals, tym razem róży.


Może na początek wyjaśnię, że wszystkie pokazane róże są próbkami, które dostałam zupełnie za darmo przy zakupie zestawu cieni Utopia Blooms, ponieważ jakaś dobra dusza umieściła na blogu informację, że EDM ma tygodniową promocję i przy użyciu promo codu (coś, co trzeba wpisać w rubryczkę promo code przy robieniu zamówienia), dostaje się darmowy zestaw 5 próbek przy zakupie powyżej 25$. Dodatkowo dostałam też darmowy zestaw próbek podkładów, ale to jest standardowa promocja (warto kupować na amerykańskiej stronie EDM, ponieważ do każdego zakupu można dostać darmowy zestaw próbek podkładów, pudrów albo róży). Jedynym mankamentem takiej promocji było to, że kolorów róży nie mogłam sobie wybrać, prawdopodobnie dostałam taki zestaw z uwagi na jasne próbki podkładów, jakie zamówiłam. 
Od razu zaznaczam, że bardzo trudno sfotografować te róże tak, żeby miały taki kolor jak w rzeczywistości, ale zrobiłam co mogłam. Zdjęcia wykonane przy oknie w słoneczny dzień.
Jeśli chodzi o mnie, to jestem panikarzem przy używaniu różu. Zawsze mi się wydaje, że wyglądam nienaturalnie i że kolor jest za ciemny (reminescencje po koleżankach, które zawsze używały różu w zły sposób i w nieodpowiednim kolorze i zawsze wyglądały strasznie sztucznie). Dlatego dla osób takich jak ja, które dopiero niedawno rozpoczęły zabawy z różem, Nick Nack i Soft Touch są idealne. Nie da się z nimi przesadzić i zrobić swojej buzi krzywdy (choć kolor można stopniować i można trochę zwiększyć ich intensywność na policzkach), polecałabym osobom bladym i początkującym. W rzeczywistości te odcienie się dorobinę bardziej różnią, ale niewiele, więc którykolwiek z nich byłby w sam raz. Salon Fun jest już trochę ciemniejszym odcieniem, na blogach i YT tego typu odcienie nazywa się czasami odcieniami berry, jeśli wiecie o co mi chodzi (takie idące bardziej w malinkowe odcienie). Tea Time i Sand Cherry należą do kategorii pomarańczowawych i z tymi trzeba ostrożnie. Z Sand Cherry nie można przesadzić, tym bardziej że jego nierówne nałożenie daje dziwny efekt na twarzy, poza tym Sand Cherry jest z błyszczącymi drobinkami, czego ja osobiście nie znoszę (nie po to staram się używać najjaśniejszego różu, żeby przyciągać uwagę błyskiem na policzku jakby mi brokat z włosów albo oczu się osypał na policzki). 

Ogólnie polecam zakupy w EDM, głównie z powodu licznych promocji i możliwości zakupienia próbek (co ma kapitalne znaczenie gdy się nie trafi z kolorem, nie trzeba wtedy zostać z pełnym opakowaniem produktu, który dla nas nie działa). Zdaję sobie sprawę, że EDM wysyła obecnie do Polski tylko drogą przesyłką (domyślam się, że ginęły paczki), dlatego chyba więcej sensu ma kupowanie z polskiej strony - 
http://kosmetyki-mineralne.com/
Niestety zauważyłam, że na polskiej stronie nie ma dostępnych aż tylu promocji co na stronie amerykańskiej, no ale tu każdy musi zadecydować za siebie. 

Polecam te produkty, gdyż EDM to taka firma, którą według mnie warto wypróbować. Na pewno nie podpasuje każdemu, ale wybór kolorów jest obłedny, poza tym wybór efektów, jakie można nimi uzyskać (wykończenia matowe, perłowe, błyszczące) i możliwość zamawiania próbek (próbki kosztują, na stronie którą podałam, zdaje się 5zł) sprawiają że jest to firma bardzo atrakcyjna do wypróbowania. Nie mówiąc już o naturalnym składzie i niepodkreślaniu porów (bardzo się zraziłam do tradycyjnych róży kiedy, jeszcze gdy nie byłam świadoma testowania na zwierzętach, kupiłam bardzo drogi róż Lorac, który kompletnie się nie sprawdził, powodując, że po jego użyciu skóra wyglądała jak nienaturalna maska – a zawsze używałam minimalną ilość). 

Na blogu o kosmetykach nietestowanych na zwierzętach nie może zabraknąć wzmianki o firmie Everyday Minerals oraz o innych firmach mineralnych – przede wszystkim dlatego, że w zasadzie wszystkie firmy mineralne (ale prawdziwe mineralne, nie jakieś tam pdeudomineralne linie L’Oreal, Max Factor czy inne takie) są nietestowane na zwierzętach.


W zasadzie z firm mineralnych próbowałam tylko EDM, Rhea, Signature Minerals, Lucy Minerals i Detrivore. Piszę ‚tylko’ ponieważ firm mineralnych jest znacznie znacznie więcej, niektóre bardzo się między sobą różnią i tak naprawdę każdy może wśród nich znaleźć coś dla siebie. 

Dzisiaj chciałam wstawić tylko zdjęcia mojej kolekcji cieni EDM (to wszystko są próbki pochodzące z limitowanej serii Utopia Blooms). Częśc kolorów jest niestety z limitowanej edycji, ale spora ich część jest do dostania w regularnej sprzedaży. Recenzję, swatche, porównania oraz opis innych produktów zostawiam na później (sporo do opisywania, poza tym potrzebuję zrobić więcej zdjęć). Jestem w posiadaniu cieni, pędzli, róży, próbek podkładów i pudrów, korektora oraz balsamu do ust, tak więc rzetelny opis tych produktów może zając trochę czasu i wymagać odrobinę więcej roboty.
cienie EDM
Po kliknięciu na zdjęcie zobaczycie je w powiększonej wersji. Dzięki temu lepiej widać kolory i można rozpoznać nazwy kolorów na denku opakowania. Przyjemnego oglądania!

  • RSS