Wpisy z tagiem: do-paznokci

Linus wreszcie zapuścił paznokcie. Po latach obgryzania zapuścił, no i siłą rzeczy się zaczął rozglądać po półkach z lakierami. Do tych zapuszczonych paznokci właśnie. Bo paznokietki to może i nie szpony, nawet nie pazury, ale Linus jest z siebie i tak bardzo dumny. I tak się rozglądając po miejscu grzeszków kosmetycznych, co to się drogerią zwie, oczy przetarł ze zdziwienia, bo te półeczki pełne urokliwych kolorów zamkniętych w eleganckich buleteczkach o różnych regularnych kształtach bardzo się okazały pociagające. Miały one urok nieprzenikniony, wręcz taki skropiony tajemnicą, nasączony odcieniem pasującym do aktualnego ubioru. I nawet do humoru pasujący. I do pory roku. I do sezonu. I okazji. Niektóre matowe, kolorowe, wesołe. Cytrynkowe, limonkowe, krzykliwe. Inne lekko speszone, przygaszone w swojej myszkowatości, niepewne. I te połyskujące jak gwiazdka i te zupełnie bez blasku. Lekko fluorescencyjne. Z lekkimi drobinkami. Wybór taki niemały, aż trudno się było zdecydować. I wtedy pojawił się ON. Delikatny, z tych bardziej nienachalnych. Uśmiechający się zachęcająco. No i ten napis – pachnę podczas wysychania. Nie no, tego Linus już sobie nie mógł odpuścić.


Niniejszym dzisiaj przedstawiam moje najnowsze odkrycie – lakier My Secret 140 Lilac. Tak szczerze szczerze to nie dawałam mu zbyt wiele szans, gdyż po lakierze za raptem 5 zł nie spodziewałam się wiele (zwłaszcza, że lakier Revlona, 6 razy droższy, był dla mnie totalną porażką). Pomimo tego, urzekającego dla mnie, koloru i pomimo tego pozornie zwodniczego napisu, że pachnie. 

My Secret Lilac

I co? I powiem szczerze, że lakier mnie zaskoczył. Pozytywnie! 
Dość fajnie się nakłada. Trochę gorzej kryje, ale z dwiema warstwami można już wyjść do ludzi. Co do trwałości się nie wypowiadam, bo wyjątkowo położyłam bezpośrednio na płytkę, a nie na bazę (bo Linus niecierpliwy się ostatnio zrobił i tak bardzo ten kolor prosił o wypróbowanie….). Polubiłam od pierwszego użycia. A no i ten zapach – naprawdę całkiem przyjemny! Ogólnie jestem na wielkie tak. Czy KWC to nie wiem, ale na pewno do ponownego kupienia. 

P.s. Wybaczcie stan moich paznokci, nie wyglądają obecnie najlepiej pod słońcem, ale nie chciałam przez to zalegać z notką.

Czas przyszedł dziś na pierwsze zdjątka. Wcześnie trochę na jakieś sensowne recenzje dotyczące kupionych przeze mnie kosmetyków, ale lakier można spokojnie wrzucić na bloga. Po moich ostatnich ekscesach z jasnofioletowym lakierem Revlona, rzuciłam się w drogerii na lakiery Catrice. 


Lakier Catrice
 
Lakier kosztował 2, 50 euro i ogólnie to go polubiłam. Ma kremową, dość łatwą do rozprowadzenia konsystencję i całkiem nieźle kryje. Po 2 warstwach kryje nieźle, acz nieidealnie. Natomiast wystarczająco, żeby go tak naniesiony nosić. Cena dość korzystna w stosunku do jakości. Nakłada się ładnie, ale robi prześwity. Konsystencja kremowa. W porównaniu do lakierów Revlona (przynajmniej tego fioletowego odcienia), to konsystencja – bajka, natomiast przy lakierze Zoyi i China Glaze wypada dość blado. Niewiele jeszcze mogę powiedzieć o trwałości, ale mam nadzieję, że będzie znośna. Ogólnie: polecam, ale swoim lakierem wszech czasów to chyba bym go nie nazwała (Zoya i China Glaze wydają się być lepsze). 

Dziś swatche lakieru China Glaze, o którym niedawno pisałam . 


China Glaze sex on the beach China glaze lakier
Jeśli chodzi o markę China Glaze to niestety jej nietestowania nie mogę potwierdzić dowodem z żadnej listy. Informacja o tym, że nietestują pochodzi z forum wizaż.pl, dlatego osobom, które chcą być w 100% pewne, że kosmetyki, które kupują są nietestowane na zwierzętach polecam jako zamiennik inne marki (np. wegańską Zoyę). 

Starałam się zrobić dobre zdjęcia, ale wciąż nie jestem zadowolona. Z około 12 wybrałam te 2, chociaż kolor różni się w zależności od oświetlenia. Podoba mi się ten odcień lakieru nie tylko dlatego, że mi się podoba ;), ale też dlatego że jest troszkę zmienny. Generalnie jest różowy, ale przy niektórych odcieniach fioletu (bardziej śliwkowego odcienia), wychodzą z niego fioletowawe tony, tak więc pasuje do obu kolorów ubrań. Starałam się to uwiecznić na zdjęciach, ale chyba wyszło średnio. Lakier w pełnym słońcu ma interesujące złote refleksy. 

Jeśli chodzi o trwałość, to trzyma się jak OPI (przypominam maniaczkom nietestowanych kosmetyków, że OPI wylądowało na czerwonej liście, obecnie należy do Coty). Z bazą pod lakier i na lakier Revlona (którą też niedługo będę recenzować) trzyma się u mnie w stanie praktycznie niezmienionym już ponad tydzień. Lakier położony bezpośrednio na płytkę wyglądał tak sobie po około 3 dniach, widać było powoli krawędzie. Ogólnie jednak jestem bardzo z niego zadowolona i polecam. 


***

Na koniec chciałam jeszcze dodać, że jakiś czas temu wpadłam na kilka wegańskich kanałów na YT (niestety po niemiecku) i, pomimo, że sama nie jestem weganką, bardzo wciągnęłam się w ich oglądanie. Muszę przyznać, że trochę z powodu inteligencji i dojrzałości, z jaką wypowiadają się dziewczyny opowiadające o weganiźmie, opowiadając co skłoniło je do przejścia na taką dietę, jak sobie z tym radzą. Uważam, że w fantastyczny i przystępny sposów rozwiewają wątpliwości i starają się podejść do popularnych w społeczeństwie stereotypów dotyczących wegan. Pseudoerbse wypowiada się także w innym filmiku m.in. o odpowiedzialności, która w pewien sposób spada na osoby robiące filmiki na YT, które mają ogromny wpływ na młode dziewczęta takie filmiki oglądające. Ma ona swoją stronę cruelty – free, na której dużo pisze o polityce firm dotyczącej testowania. Dziewczyny podają także wiele interesujących przepisów kulinarnych oraz recenzują kosmetyki. Bardzo mi się podoba dojrzałość, z jaką się wypowiadają. Dlatego postanowiłam wkleić dziś na moim blogu kilka linków. Nie dlatego, żeby kogokolwiek przekonywać do przejścia na dietę wegetariańską czy wegańską (zresztą sama nagrywająca filmik mówi, że jakiekolwiek przekonywanie osób, które same nie czują takiej wewnętrznej potrzeby nie ma sensu, gdyż tacy wegetarianie/weganie zazwyczaj po jakimś czasie rezygnują tak czy siak i na dłuższą metę to niczego nie zmienia), ale dlatego, że muszę przyznać, że choć sama uważam się za osobę otwartą i niemającą uprzedzeń – po obejrzeniu filmiku zdałam sobie sprawę jak niewiele tak naprawdę o tym stylu życia wiem. Pierwszy filmik, który wkleję jest przepisem na wegański odpowiednik chilli con carne (tofu con carne), drugi przepisem na wegańskie ciasto. Oba filmiki są w języku niemieckim, ale z angielskimi napisami, poza tym opierają się w znacznej mierze na obrazie. 


Ostatni filmik niestety jest w języku niemieckim, ale a nuż ktoś zna ten język wystarczająco (albo chce się douczyć?) i byłby zainteresowany. Odpowiedzi na dziesiątki pytań zadane w mailach i innych wiadomościach, dotyczące tego stylu życia. Uważam, że Pseudoerbse jest ponadto żywą reklamą stosowania kosmetyków cruelty – free – wygląda świeżo, kwitnąco, z ładnym makijażem i ciekawym stylem. Tak, ruch cruelty – free zdecydowanie potrzebuje więcej takich osób w swoich szeregach. 

Zakupy

Brak komentarzy

Eeech, a ja się bałam, że wkrótce zabraknie mi tematów do notek… dog products



Byłam dziś w moim lokalnym eko sklepiku i kupiłam parę rzeczy. Moim głównym celem było wybranie nowego dezodorantu, jako że właśnie kończę opakowanie antyperspirantu Dr Nony. Oczywiście jak już wpadłam do sklepu, to w oko wpadło mi też kilka innych artykułów, które są normalnie bardzo trudno dostępne w sklepach (przynajmniej ich cruelty – free, naturalne zamienniki). 

Ok, ogólnie nie przepadam za filmikami na YT czy notkami na blogach zatytułowanymi haul czy inne takie, ale postanowiłam powklejać zdjęcia tych produktów, które dzisiaj kupiłam, ponieważ myślę, że mogą Was one zainteresować. 

Jakon naturalna odżywka do paznokci

Poza pokazanymi produktami kupiłam także wybielającą pastę Nature’s Gate, ale z jakiegos powodu zdjęcie nie wyszło najlepiej. 
Jeśli chodzi o preparat Jasona to już daweno szukałam jakiejś nietestowanej na zwierzętach odżywki do pazokci. Niekoniecznie drogeryjnej, naturalna odżywka wydawała mi się idealnym rozwiązaniem. W sklepie zauważyłam dwa takie produkty, drugi był do paznokci rozdwajających się i zniszczonych, ja jednak potrzebowałam tylko czegoś na wzmocnienie (są dość delikatne). Jak tylko poużywam jakiś czas to spróbuję zrecenzować, choć mam małe doświadczenie w tego typu produktach. 






Dwa kolejne to dezodoranty. Na Alverę skusiłam się z powodu bardzo ładnego migdałowego zapachu. Muszę powiedzieć, że wybór dezodorantów był imponujący, od dezodorantów firmy Alvera, Nature’s Gate, Kiss My Face, Jason Natural Cosmetics, Aubrey Organics, Burt’s Bees (którego nie kupuję obecnie z przyczyn wiadomych – należą do L’Oreala), poprzez kilka firm, o których w życiu nie słyszałam. Postanowiłam skusić się na te dwa. Oczywiście napiszę o nich coś więcej jak będę już o nich coś więcej wiedzieć ;)

Dezodorant Crystal jest dostępny w Polsce, o ile dobrze pamiętam to w Rossmannie, Jason powinien być dostępny w niektórych sklepach internetowych, nie wiem jak z Alverą, ale stawiałabym na sklepy online. 

dog products

  • RSS