Wpisy z tagiem: demakijaz

Dzisiaj będzie trochę o firmie Yes to. Kto nie zna firmy, powinien może o niej usłyszeć, ponieważ jest to marka ogólnie dość dobra, reklamująca się jako produkująca kosmetyki głównie ze składników pochodzących z warzyw i owoców, choć zdecydowanie nie za tania. Dostępna w Polsce ( o ile się nie mylę to w Sephorze). 

Ogólnie od razu muszę Was uczulić, że jestem zdania, iż każda firma, nawet najtańsza, ma kilka perełek w swoim asortymencie i każda firma, nawet najdroższa, wypuściła na pewno pewną liczbę bubli, a jeśli już nie totalnych bubli, to choćby kosmetyków przeciętnych. Co do Yes To, to dużo dobrego o nich słyszałam i powoli postanowiłam się sama przekonać co do tego na własnej skórze. Chwilowo posiadam bodajże 2 produkty tej firmy, jeden z linii Yes to Tomatoes, drugi z linii Yes to Cucumbers. Dzisiaj chciałabym napisać parę słów o tym drugim produkcie.


Yes To Cucumbers Yes To

Na zdjęciach przedstawione są chusteczki do demakijażu (i ogólnie odświeżania twarzy). Jak pewnie się domyślacie, kupiłam je na promocji ( a jakże), tym razem w  sklepie Target. Regularna cena to, zdaje się, 6-7 $ (18-23 zł), dokładnie nie pamiętam. 

Byłam zainteresowana chusteczkami kolejnej firmy, ponieważ jakiś czas temu odkryłam ich przydatnośc w podróży, zwłaszcza samolotem. Używałam już tego typu produktów paru firm… i muszę powiedzieć, że te mnie odrobinę rozczarowały. Nie mówię, że są fatalne, ale, jak za taką cenę i w sumie jak na tak porządną firmę to spodziewałabym się więcej. Są dobrze nasączone, dość szczelnie zamknięte i wygodne w użyciu, to prawda. Nie mają też narzucającego się zapachu, co uważam za plus. Mogą służyć jako swoistego rodzaju środek do demakijażu i tonik. Co mi się w nich nie podoba, to a) nie uważam, żeby świetnie zmywały makijaż (bardzo podobnie, o ile nie gorzej, od kilkukrotnie tańszych chusteczek Cleanic, dostępnych w Polsce za parę złotych) b) zawierają coś takiego, że odrobinę podrażniają mi oczy. To znaczy, żeby oddać im sprawiedliwość – ze zmywaniem makijażu w końcu sobie poradzą, ale walka z dokładnym zmyciem każdegedo elementu przypomina mi szorowanie podłogi proszkiem. I mimo, że też można by rzecz, że chusteczki czyszczą „bez zarysowań” ;), to na moim oku zwyczajnie męczą mnie takie eksperymenty.

Ogólnie: produkt może i fajny, wydajny, porządna firma z podobno dobrymi składami, ale te chusteczki można sobie darować. Dla zainteresowanych produktami Cleanic – link

Dzisiaj będzie krótko i zwięźle na temat produktu, którego raczej nie polecam. Tak jak wiecie, uwielbiam firmę Almay, zwłaszcza za ich cienie i korektory. Podoba mi się to, że nie jest firmą bardzo drogą, że jest dobra dla wrażliwców, a do tego jeszcze u mAlmay make up removernie – zawsze pod ręką. Tym razem jednak muszę was uczulić, że ich płynu do demakijazu nie uważam za dobry. Jest jaki jest – ot, taki sobie. Jest to firma, której zdaje się, w Polsce nie ma dostepnej normalnie w drogeriach i trzeba by specjalnie szukać po allegro – ja więc odradzam takie pomysły. Po pierwsze, płyn jest przeciętny do bólu. Jak na tę przeciętnośc to jest zdecydowanie za drogi (ok 9-10 $ czyli 30 zł). Zmywa tak o sobie, z wodoodpornymi elementami makijażu ma zdecydowanie problemy. Niby hipoalergiczny, ale moje oczy wcale tak dobrze sie po nim nie czują. No i średnio wydajny (chociaż dla mnie i tak za bardzo, bo go skończyć nie mogę, a bardzo chcę). No i – największa dla mnie wada – żeby w ogóle cokolwiek zmył, trzeba nim pocierać oko, czego nie znoszę. (Miałam obie wersję, beztłuszczową i taką drugą – obu nie lubiłam)


Wniosek – kupować tylko w akcie desperacji albo z braku laku ;) Aaaha – Almay wypuścił też wersję nasączonych płynem płatków bawełnianych do demakijażu. Dostałam próbkę jako gratis do zakupu. Też nie polecam. Waciki mikroskopijnej wielkości i nasączone tym samym badziewnym płynem. Po użyciu 2 płatków już bolały mnie oczy (od tarcia zapewne, a nie od płynu, ale tak czy siak, po co się męczyć). Ich miękkość też pozostawiała wiele do życzenia.

Środek do demakijażu był jedną z moich pierwszych obaw przy postanowieniu zaprzestania kupowania produktów testowanych na zwierzętach. Wszystko dlatego, że po latach używania takich sobie o mleczek, płynów czy innych specyfików, testowania, narzekania, na dwa tygodnie przed odkryciem polityki firm testujących na zwierzętach – znalazłam wreszcie swój ulubiony kosmetyk do demakijażu, oczywiście jednej z testujących firm. Byłam załamana, że niegdy już nie znajdę nic sensownego, ale jakże się myliłam. Faktem jest, że spędziłam trochę czasu na szukaniu czegoś fajnego i nie koszmarnie drogiego, jednak po wcale nie tak długim czasie odkryłam sklep internetowy Biochemia Urody.

I tak wpadłam na ich stronę i mój wzrok automatycznie padł na olejki myjące (Biochemia Urody). Po przejrzeniu oferty zadecydowałam, że po prostu muszę wypróbować olejki zapachowe (pomarańczowy i drzewko różane), ponieważ uwielbiam naturalne zapachy. Złożyłam na BU większe zamówienie dla siebie i rodziny  i dośc długo czekałam na przesyłkę (mieszkam za granicą i przesyłak musiała przejść bardzo długą drogę, zanim do mnie dotarła ;) )
Olejku pomarańczowego używam już od co najmniej dwóch miesięcy i jestem nim totalnie zachwycona. Nie wkleję tu jednak jego zdjęcia, gdyż buteleczka ma jedną wadę – szybko się brudzi i wygląda bardzo „niewyjściowo” przy końcówce używania. Po pierwsze, olejek ma fantastyczny zapach. Masuję nim skórę i z lubością wdycham zapach pomarańczy. Zapach jest świeży, nie perfumowany, nie jest dodawany do żadnej bazy mleczka (poza emulgatorem, ale to inna bajka), więc jest czysty, chociaż nie przytłaczający. Konsystencja olejku bardzo mi podpasowała, ponieważ od jakiegoś czasu nie cierpię po prostu mleczek do demakijażu, którym muszę po sto razy trzeć moje nieszczęsne oczy, marnując przy tym po 5 płatków bawełnianych. Nie, to po prostu nie dla mnie. Olejek ten oczyszcza całą skórę i świetnie radzi sobie z makijażem – nawet z eyelinerem i tuszem do rzęs. Ponieważ zawiera dodatek emulgatora, pomimo iż ma konsystencję oleistą, łatwo go zmyć i nie zostawia na twarzy żadnej tłustej powłoki. Jak dla mnie kosmetyk idealny – 10/10. Pomimo iż znalazłam kilka innych kosmetyków do demakijażu, które całkiem chętnie używam (choć jeszcze więcej takich, które niezbyt chętnie), do tego będę z pewnością wielokrotnie wracać. Myślę że przy dośc regularnym używaniu (czasami używałam innego środka do demakijażu, ale rzadko) starcza mi na około 2 – 2,5 miesiąca. 
Podsumowując:
+ fajna konsystencja
+ nie trzeba trzeć oczu ani twarzy, żeby pozbyć się zabrudzeń i makijażu
+ radzi sobie nawet z tuszem do rzęs i eyelinerem
+ nie klei się, chociaż nie każdemu podpasuje konsystencja olejku
+ nie zostawia dziwnego filmu na skórze
+ zapach jest na 6+
P.s. Specjalne podziękowania dla mojej koleżanki z pewnego portalu, która również wybrała styl życia cruelty – free za pomoc, słowa zachęty i utwierdzanie mnie w moim pomyśle prowadzenia bloga. Dzięki niej już niedługo pojawią się tu zdjęcia i zdecydowanie więcej notek ( a możliwe, że i więcej gości ;) )

  • RSS