Wpisy z tagiem: ciekawe-produkty

Eos

Brak komentarzy

Planowałam dziś porobić fotki moich nowych zdobyczy urlopowych ( a także nowego aparatu,. mój się wytarzał niestety we Florydowym piasku :>), ale niebo zachmurzone jak licho, więc tylko, w ramach testów aparatu, machnęłam fotkę mojemu być może najciekawszemu produktowi. 


Balsam do ust EOS wygląda jak małe gumowe jajko – niespodzianka. Pamiętam że widziałam te produkty na niemieckich kanałach YT i bardzo mnie zaciekawiło, cóż to za nowy wymysł w dziedzinie pielęgnacji ust. Szczerze mówiąc to jeszcze go nie używałam, więc i niewiele mogę powiedzieć, ale opakowanie jest na tyle przykuwające uwagę, że postanowiłam wkleić chociaż zdjęcie opakowania. 

Aha, EOS ma na opakowaniu napis not tested on animals, a do tego 
w jednym z ich maili – odpowiedzi napisali, że są cruelty – free w 100% (
http://veggiebeauty.com/cruelty-free-statement-eos/
)
. Natomiast przyznam się bez bicia, że nie widziałam ich nażadnej liście więc osobom chcącym mieć 200% ;) pewność nie polecałabym. Mnie się wydawalo, że widziałam ich na liście, ale musiałam ich pomyrdać z inną firmą.

Cena ok 3$ z podatkiem, czyli ok 9 zł – da się przeżyć. O działaniu na razie nie mogę niczego powiedzieć, ale napisane jest, że produkt w 95% ekologiczny. Ciekawe czy do dostania w Polsce?
EOS lip balm

Dziś coś dla ludzi lubiących kosmetyczne gadżety (czyli m.in. – dla mnie ;) ) Jedno z moich najnowszych odkryć tego roku – firma Pacifica . Na stronie możecie zobaczyć, że produkują wiele pachnideł, pod czym rozumiem mydła, świeczki, masła, mleczka, a także perfumy. Ceny nie są niskie, ale nie są wybitnie wysokie. Pomimo tego radzę kupować w miejscach takich jak TJ Maxx (TK Maxx), o którym to sklepie będę pisać w specjalnej notce, jako że myślę, że warto na niego zwrócić szczególną uwagę lub na promocjach (swoje produkty kupiłam za połowę ceny w Wholefoods). 


Pacifica French Lilac Pacifica Orange Blossom Pacifica Spanish Amber 
Pacifica opakowania Pacifica

To co widzicie na zdjęciach to nic innego jak tzw. stałe perfumy (solid perfume). Są to perfumy w kremie, a w zasadzie maści, biorąc pod uwagę konsystencję. Dostępne na stronie w 24 (!) wersjach zapachowych. Muszę powiedzieć, że z tymi perfumkami lepiej ostrożnie, gdyż niektóre zapachy mogą być nieco dziwne, dlatego gdyby ktoś się zdecydował, osobiście radziłabym albo jak ma się okazję je powąchać w sklepie (TK Maxx?), albo zamawiać zapachy, które brzmią znajomo (np. French Lilac czy Rose, Jasmine, Coco, Sandalwood. Nazwy dziwnie brzmiące mogą też być dziwnymi zapachami). Kupiłam w sumie 4 opakowania, 1 dla siebie i resztę dla przyjaciół w Polsce (odiwedzam Polskę w wakacje!). Są to małe, przyjemne gadżety, w malutkich opakowaniach, w sam raz żeby nosić je w torebce. Użyłabym na randkę np. do kina, kiedy zawsze można odświeżyć się w toalecie ;) Ogólnie nie jest to zapach trwały jak prawdziwe perfumy, trzyma się dość krótko, jest natomiast przyjemny w użyciu i zupełnie naturalny. Skład: organic coconut i soy wax (czyli kokos i wosk sojowy!). Polecam osobom lubiącym takie rzeczy oraz na prezenty. 

Moja wersja zapachowa to Spanish Amber. Nie do końca wiem jak opisać ten zapach, ale jest taki jakby orientalny, drzewny. Trochę przypomina mi mieszankę drzewa sandałowego i kadzideł… ciekawy. Na opakowaniu napisane, że poza tymi 2 składnikami, ta konkretna mieszanka zapachowa zawiera sandalwood, labdanum, geranium i elemi (z tego niestety znam tylko drzewo sandałowe i geranium :D)

A no i jeszcze odnośnie rekomendacji kupić/ nie kupić. Powiem tak. Jeśli ktoś ma trochę pieniążków na zbyciu albo lubi kosmetyczne nowości, to jasne, bardzo fajna rzecz (zwłaszcza przeceniona). Tak samo jesli ktoś szuka niebanalnego prezentu dla rodziny czy przyjaciółki. Natomiast jesli komuś zależy na prawdziwych i trwałych perfumach, to tym produktem się raczej rozczaruje i nie polecałabym.

Bath and Body Works znane jest ze swoich linii zapachowych i gadżetów typu świeczki, odświeżacze, olejki do masażu. Takie też są ich kosmetyki – w ładnych opakowaniach, z ekstrawaganckim zapachem, czasami wręcz lekko odurzającym. Coś w ich produktach jest takiego, że nawet jeśli nie są bardzo bardzo drogie, to wydają się luksusem. Nie wiem, może to ten zapach?

Shea Cashmere
Ogólnie nie jestem stałą klientką Bath and Body Works, ale zaglądam do nich czasem w okresie promocji i okresowych wyprzedaży. Tak też upolowałam jeden z moich kremów do rąk, Shea Cashmere o zapachu Midnight Pomagranate, z serii Signature Collection (Signature Collections mają to do siebie, że często są to kolekcje bądź linie bardziej luksusowe). Kupiłam krem z 3 powodów: a) przeceny, b) zapachu (o tak, ja coś mam z tym zapachem granatu) c) dodatku masła shea. Krem nie jest na pewno kremem o świetnym, naturalnym składzie, zawiera sporo dziwnych nazw i sporo związków parabenu, toteż nie używam go za często. Kolejnym minusem okazał się jego zapach. Zapach jest oryginalny, mocny, jakby perfumowany, może wręcz powodować zawrót głowy, gdy użyje się go za dużo. Ogólnie jest to na pewno zapach ciekawy (koleżanki z pracy automatycznie mnie pytają: kremowałaś ręce czymś z BBW?), jakiś taki tajemniczy, mocno kobiecy. Wielbicielki mocnych odurzających zapachów mogłyby się czuć wniebowzięte, mnie jednak na dłuższą metę po prostu męczy. Opakowanie śliczne, zgrabne, nadające się do noszenia w torebce (w takim celu został też kupiony). Po tygodniach noszenia wciąż w stanie nienaruszonym (imponujące kiedy wezmę pod uwagę co ja w tej mojej torebce noszę). Działanie przyjemne, kojące, krem nawilża i daje dłoniom miłe uczucie zadbania (zapewne dzięki dodatkowi shea). Dość wydajny, biorąc pod uwagę, że wystarczy odrobinka. Ogólnie – fajny produkt, ale bardziej jako prezent czy jako przyjemny do użycia bajer, chyba że ktoś lubi takie gadżety. Polecam osobom lubiącym nietuzinkowe zapachy połączone z dobrym działaniem. Ogólnie jednak nie wiem czy jest to typ produktu, który chciałabym mieć zawsze u siebie w łazience. 
Badger Sleep Balm Sleep balm konsystencja

Chyba z czasem będę się robić monotematyczna ;) Ale trudno nie być kiedy ma się swoje ukochane firmy i kosmetyczne znaleziska. 

Dziś będzie o ciekawym produkcie W.S. Badgera , zamkniętym w kolejnym ślicznym opakowaniu.
Produkt ten nazywa się sleep balm, czyli technicznie rzecz ujmując ma pomagać przy problemach ze snem. Kupiłam z ciekawości – w 100% naturalny produkt mający mi pomóc na sen? Wydawało mi się to nieprawdopodobne. Popatrzcie sami na skład:
*Olea Europaea (Extra Virgin Olive) Oil, *Ricinus Communis (Castor) Oil, *Cera Alba (Beeswax), Essential Oils of *Citrus Aurantium Bergamia (Bergamot), *Lavandula Angustifolia (Lavender), *Rosmarinus Officinalis (Rosemary Verbenone), *Zingiber Officinale (Ginger), *Abies Balsamea (Balsam Fir) and CO2 Extract of Zingiber Officinale (Ginger).

* = Certified Organic

No doprawdy, same olejki eteryczne, niby jak TO miałoby mi w czymkolwiek pomóc? Może wyjaśnię. Balsamik ten (albo raczej maść) należy wklepać w okolice skroni i po prostu pozwolić olejkom eterycznym działać podczas gdy my sobie je wdychamy całą noc.  Ja w okresie wzmożonego stresu mam duże problemy ze snem. Nie z zasypianiem, tylko samym snem. Sen jest urywany, nie dający mi ukojenia ani regeneracji. W nocy się pocę, przewracam z boku na bok, miewam koszmary, w których przed czymś uciekam, czasami mówię gorączkowo przez sen. 
Na te dolegliwości Badger naprawdę pomógł. Po użyciu go naprawdę odczułam wyraźną różnicę w jakości mojego snu. 
Umówmy się, Badger nie zawiera żadnego leku ani nie działa idealnie. Ale jak na tak niepozornie wyglądający produkt, efekty jego używania są naprawdę imponujące.
A, ten produkt raczej nie pomaga zasypiać, chociaż to chyba sprawa bardzo indywidualna. 


  • RSS