Wpisy z tagiem: almay

Dzisiaj będzie krótko i zwięźle na temat produktu, którego raczej nie polecam. Tak jak wiecie, uwielbiam firmę Almay, zwłaszcza za ich cienie i korektory. Podoba mi się to, że nie jest firmą bardzo drogą, że jest dobra dla wrażliwców, a do tego jeszcze u mAlmay make up removernie – zawsze pod ręką. Tym razem jednak muszę was uczulić, że ich płynu do demakijazu nie uważam za dobry. Jest jaki jest – ot, taki sobie. Jest to firma, której zdaje się, w Polsce nie ma dostepnej normalnie w drogeriach i trzeba by specjalnie szukać po allegro – ja więc odradzam takie pomysły. Po pierwsze, płyn jest przeciętny do bólu. Jak na tę przeciętnośc to jest zdecydowanie za drogi (ok 9-10 $ czyli 30 zł). Zmywa tak o sobie, z wodoodpornymi elementami makijażu ma zdecydowanie problemy. Niby hipoalergiczny, ale moje oczy wcale tak dobrze sie po nim nie czują. No i średnio wydajny (chociaż dla mnie i tak za bardzo, bo go skończyć nie mogę, a bardzo chcę). No i – największa dla mnie wada – żeby w ogóle cokolwiek zmył, trzeba nim pocierać oko, czego nie znoszę. (Miałam obie wersję, beztłuszczową i taką drugą – obu nie lubiłam)


Wniosek – kupować tylko w akcie desperacji albo z braku laku ;) Aaaha – Almay wypuścił też wersję nasączonych płynem płatków bawełnianych do demakijażu. Dostałam próbkę jako gratis do zakupu. Też nie polecam. Waciki mikroskopijnej wielkości i nasączone tym samym badziewnym płynem. Po użyciu 2 płatków już bolały mnie oczy (od tarcia zapewne, a nie od płynu, ale tak czy siak, po co się męczyć). Ich miękkość też pozostawiała wiele do życzenia.

Trio for greens 034  Trio for greens 034 swatch

Trio for greens 124 Trio for greens 024 swatch
Trio for greens 004  Trio for greens 004 swatch
Trio for blues 102 swatch Trio for blues swatch
Trio for hazels  Trio for hazels
Trio for browns  Trio for browns
dwa fiolety kolekcja
Dziś parę nowych swatchy. Doszłam do wniosku, że to trochę bez sensu polecać coś, jeśli nie wiadomo o co dokładnie mi chodzi. Zdjęcia robione bez bazy i po południu. Najgorszym cieniem co do pigmentacji jest, moim zdaniem, jasny fiolet, choć w parze z drugim fioletem wygląda ślicznie. Najlepsze są brązy (dobra pigmentacja). Trio do oczu niebieskich bardzo mi się podoba, ciemniejszy niebieski ma lekko fioletowawy ton – niestety ja w tych kolorach wyglądam jak potwór z mokradeł i inne takie ;) Błysk, który widać na niektórych zdjęciach pochodzi bardziej od słońca, w rzeczywistości cienie nie są błyszczące, tylko takie delikatnie satynowe.

Ja się zastanawiam czy tylko ja mam takiego pecha, czy to wszyscy mają takie wrażenie, że jak już znajdą swój kosmetyk ulubiony, to musi on zostać wycofany ze sprzedaży? Najpierw zdarzyło mi się to z moją ulubioną pomadką (pomadek mam wiele, ale mało która była naprawdę hitem), potem z moim najukochańczym tuszem do rzęs, w końcu z moim przeulubionym zielonym cieniem z Bourjois, a teraz z moją ulubioną paletką do oczu Almay. Tak, znalazłam moją paletkę idealną, w raz sam do makijażu dziennego, bez stresu rano, pasowała do większości moich ubrań etc. – i nie ma. Nie mogę jej nigdzie znaleźć, bo, nawet na ebayu trudno ją znaleźć, nie ma jej w sklepach, na stronie producenta ani na amazon. com. No normalnie mnie trafi. 

No to może teraz trochę o potrójnych paletkach Almay w ogólności. Generalnie to wiem, że zdania co do nich były bardzo podzielone, niektórzy twierdzili, że w ogóle nie działają (kampania reklamowała je jako cienie podkreślające i wydobywające kolor oczu), niektórym nie podobała się pigmentacja, innym jeszcze coś innego. Ja te cienie uwielbiam. Nie są to na pewno cienie najlepszej jakości (tu zdecydowanie na pierwszym miejscu Urban Decay), ani największego wyboru kolorów (tu zdaje się MAC), ani w ogóle nie są one jakieś specjalnie luksusowe, wyjątkowe itp…. ja jednak tak nie uważam, dla mnie są naprawdę super. 
Po pierwsze, świetnie skomponowane zestawy. Jak dla mnie dają bajeczny efekt na oku.
Po drugie, lubię też ich konsystencję. Są miękkie, ładnie się z nimi pracuje, bez problemu się je rozciera, 
Po trzecie, to co inni nazywają słabą pigmentacją, ja nazywam delikatnymi kolorami do dziennego makijażu. Uwielbiam ten delikatny efekt na oku w ciągu dnia – widać, że oko wygląda inaczej, że jest jakieś bardziej błyszczące, że wyglądam ładniej, ale trudno w zasadzie zauważyć, że mam makijaż. Dla mocniejszego efektu maluję kreskę eyelinerem i wtedy efekt jest naprawdę super.
Po czwarte, nie wiem czego niektórzy spodziewali się po efekcie, jakie Almay może dać im na oku, dla mnie naprawdę uwypukla kolor moich tęczówek. Mam oczy w kolorze taki szaro-zielono-niebieskim, w zależności od koloru ubrań i kąta padania promieni słoneczych, mogą być mniej lub bardziej intensywne. Te cienie powodują, że są takie seledonowo – turkusowe (przy odpowiednich ciuchach), szczególnie wspaniale widać to na zdjęciach. Oczywiście, że to nie jest tak, że nagle oczy zmieniają kolor na intensywniejszy, ale przecież nie spodziewam się cudów, tylko efektu iluzji. 
Po piąte, naprawdę niewygórowana cena. Widziałam je w Polsce nawet za 22 – 25 zł, chociaż wiem, że nie są łatwe do dostania. (Ja znalazłam gdzieś na jakimś bazarku).  Tu jednak należą też do bardzo tanich, drogeryjnych kosmetyków.
Po szóste, uwielbiam to, że są sprzedawane w paletce i każda z nich jest przeznaczona do innego koloru oczu. Kolory można też mieszać między paletami. 
Ogólnie – polecam, zwłaszcza osobom szukającym palety do codziennego makijażu, którym nie chce się wstawać rano i komponować ze sobą 3 kolorów i myśleć, które do siebie pasują. Idealne dla leniuszków, którzy chcą wyglądać perfekcyjnie mimo braku czasu. 
 Almay intense i-color dla innych kolorów oczu
To są wszystkie zestawy, które posiadam. Wiem, dużo. Wszystkie były jednak kupione na promocji. Mój ulubiony zestaw to ten w górnym lewym rogu. Wkleiłam wszystkie, żeby pokazać, że często zmieniało się opakowanie, logo, a nawet faktura cienia, a mimo to wszystkie cienie są oryginalne. Dolny rząd jest do innych kolorów oczu niż zielone, używam cienie nie w zestawach, tylko jako cieni pojedynczych (np. używam ze sobą 2 fioletów albo czasami używam wybiórczo brązów). 
Jeszcze raz podkreślam, że nadają się dla alergików (tak przynajmniej twierdzi Almay ;) )

Pomyślałam, że może teraz przedstawię coś, co moim zdaniem jest naprawdę kosmetykiem niemalże doskonałym. Oto mój sprawdzony, ulubiony i niezastąpiony korektor pod oczy line smoothing concealer firmy Almay.


Korektor Almay Ten korektor uważam za absolutne cudeńko z uwagi na to, że radzi sobie z cieniami pod oczami, a przy tym wygląda naturalnie. Wtapia się w skórę, więc nie zostawia jaśniejszych kręgów (czasami jak się popatrzy na niektóre osoby, to mają jaśniejsze paski pod oczami, widać, że próbowały coś zamaskować nienajlepszym korektorem). 
Nie kryje świetnie, ale można z łatwością to poprawić nakładając dwie wartwy. Ma bardzo lekką konsystencję (kiedyś, jak jeszcze nie wiedziałam o polityce testowania, używałam pod oczy Pan Sticka z Max Factora i wydawało mi się, że jest szczytem marzeń, ale teraz w głowie mi się nie mieści jak mogłam mordować moją skórę pod oczami czymś co było aż tak ciężkie i toporne). No i najlepsze z tego wszystkiego – korektor posiafa filtr SPF 10 i naprawdę wygładza optycznie zmarszczki pod oczami, pomimo że większość korektorów je uwypukla, a nawet optycznie tworzy! Czyli – świetna wiadomość dla takich kobietek pod 30 jak ja, które nie zawsze są zadowolone z efektu jaki dają inne, włażące w każdą fałdkę kosmetyki :) Kolejna dobra wiadomość – większość kosmetyków firmy Almay nadaje się dla wrażliwców. Yay! Ten korektor to moje absolutne odkrycie, mimo że to dopiero pierwsze moje opakowanie, będę na pewno do niego systematycznie wracać. 
Niestety nie wydaje mi się, żeby firma Almay była w Polsce łatwa do dostania, natomiast jestem prawie w 100% pewna, że można ją upolować na allegro. 

  • RSS