Pomyślałam, że mój pierwszy post- recenzja powinien zajmować się kredkami do powiek, ponieważ osobiście nie wyobrażam sobie zrobienia makijażu bez trzech rzeczy: korektora pod oczy, kredki do powiek (bądź eyelinera) oraz tuszu do rzęs. I te trzy kosmetyki uważam za najważniejsze do zastąpienia. Osobiście z firm nietestujących swoich produktów na zwierzętach przetestowałam kredki Almay (no z Almay to są wciąż wątpliwości czy nie testują, ale raczej nie), Avonu, Essence, Gosh i obecnie jestem w trakcie testowania Urban Decay 24/7 Glide-on pencil. 

Ale do rzeczy. Kiedy pierwszy raz usłyszałam o tej rewelacyjnej kredce Essence w cenie ok 7 zł to myślałam, że to żart. Używałam kredek do oczu długi czas i wiedziałam, że nie są najlepsze, mają ograniczoną trwałość. Nawet porządne, drogie kredki nigdy nie przetrzymały u mnie całonocnej (czy nawet krótszej) imprezy. Dlatego przerzuciłam się na eyelinery. Postanowiłam jednak zaryzykować i wypróbować to cudeńko. 
Pobiegłam do Drogerii Natura i na wszelki wypadek wzięłam kolor czarny i brązowy. 

Long Lansting Eye Pencil

Muszę przyznać, że kredki niesamowicie mnie zaskoczyły, a przecież tyle już o nich czytałam. Początkowo nie byłam pewna co o nich myśleć – no kredki jak kredki, fajne, trwałe, no ale takie.. zwyczajne. Do czasu kiedy postanowiłam naprawdę je sprawdzić w wielu sytuacjach, niektórych dość ekstremalnych (jak na przykład urlop w temperaturach grubo ponad 30 stopni) czy w podróży. Cóż mogę powiedzieć? Po pierwsze, moim zdaniem trzymają się oka nieprzeciętnie, nieprzyzwoicie wręcz długo jak na kredki do powiek. Generalnie u mnie potrafią przetrzymać ponad 12h. Przyznam szczerze, że nie miałam okazji testować ich na tanecznej imprezie do białego rana, sądzę jednak, że i z tym miały by szansę sobie poradzić. 
Po drugie, kredki są miękkie. Nie za bardzo i nie za mało, jednym słowem są w sam raz, żeby się nie rozmazywały, a jednocześnie żeby dało się nimi przyjemnie malować po powiece.
Po trzecie, kredki są wysuwane, czyli nie trzeba ich temperować. I tu się trochę zaczynają schody, ponieważ nie każdy taki typ kredek lubi. Ja na przykład nigdy nie lubiłam. Jednak myślę, że to im można spokojnie wybaczyć.
Tu jednak dochodzimy do wad:
1) konsystencja jest miękka, ale niezbyt kremowa, co powoduje, że trudniej się taką kredką operuje na pomalowanej cieniem powiece (tu jednak nie ma tragedii, zrobić kreskę i tak się da)
2) to, że jest wysuwana może być wadą – nie da się jej naostrzyć i, tym samym, zrobić bardzo cieniutkiej kreseczki przy linii rzęs.
Tak czy siak, kredka jest rewelacyjna – i ta przystępna cena!