Wpisy z okresu: 10.2010

No to jedziemy z tym koksem. Na początku chciałabym opisać kilka najbardziej denerwujących mnie i powszechnych mitów dotyczących tego, kontrowersyjnego już, tematu.

1) No przecież na czymś trzeba testować.
Nie w przypadku KOSMETYKÓW. Po pierwsze, istnieje sporo firm kosmetycznych, które nie testują nowych składników w ogóle. Umówmy się, większość ze składników została już dawno przetestowana, w związku z czym nie ma potrzeby testować ich na nowo i na nowo. Można skutecznie produkować dobrej jakości kosmetyki bez prowadzenia ciągłych badań (przykład: Urban Decay, firmy, która produkuje jedne z najlepszych jakościowo kosmetyków na rynku) Po drugie, testy na zwierzętach można skutecznie zastąpić metodami alternatywnymi, co wiele firm z powodzeniem czyni (przykład: firma LUSH cosmetics). Trzeba by tylko na początku trochę w to zainwestować (a żeby firmy zaczęły w metody alternatywne inwestować, muszą czuć presję, że zaczynają tracić klientów wybierających firmy nietestujące).
2) No a jak testować np tusz do rzęs na zwierzętach? Pomalować oko króliczkowi?
Błąd. każdy kosmetyk zawiera składniki, które mogły być testowane na zwierzętach i na takie testy niestety nie są zabawne. Można poczytać o tym w internecie, ja nie chcę się tutaj tym zajmować. Dość o tym, że to zwierzęta naprawdę męczy, a bardzo często zabija.
3) Żeby zacząć kupować kosmetyki nietestowane to trzeba by być konsekwentnym, nie jeść mięsa, nie kupować butów ze skóry i totalnie zmienić tryb życia.
Nieprawda. Testowanie kosmetyków na zwierzętach może oburzać, gdyż jest prowadzone na organizmach żywych, które odczuwają ból (są po prostu zamęczane), natomiast zanim się zwierzę „obedrze ze skóry”, jest ono już martwe (miejmy nadzieję), czyli przynajmniej tego nie odczuwa. (Oczywiście istnieje wiele osób, których obie sytuacje oburzają tak samo i ten punkt widzenia także rozumiem). Teoretycznie takie testy powinny wyglądać humanitarnie, w praktyce na internecie można poczytać wielokrotnie o takich „humanitarnych” labolatoriach. Nie wszyscy, którzy wybierają kosmetyki nietestowane, muszą być też wegetarianami. Oczywiście, wszystko zalezy od tego, co nas popycha do odrzucenia kosmetyków nietestowanych – ja jednak chcę Was przekonać, że niejedzenie mięsa i wybieranie kosmetyków nietestowanych to niekoniecznie jedna i ta sama kwestia. Oczywiście nie chcę przez to powiedzieć, że zmiana trybu życia jest złym pomysłem (zwłaszcza, jesli wiąże się z tym też bardziej ekologiczny i zdrowszy tryb życia), ale że nie ma się co zrażać do samego pomysłu powoli przestawiania się na kosmetyki nietestowane tylko dlatego, że to wydaje się być trudne, kosztowne, zajmujące za dużo czasu i w ogóle zmuszające nas do zmiany od razu wszystkich przyzwyczajeń.
Z kolei osobom posiadającym już swoje ukochane marki kosmetyki pragnę przypomnieć, że nasza skóra przyzwyczaja się często do kosmetyków, które stosujemy zbyt długo i zbyt często i poszukanie kilku nowych rewelacyjnych produktów może okazać się dla niej zbawienne ;)
To samo dotyczy kosmetyków kolorowych – oczywiście większość z nas ma swoje ukochane tusze, błyszczyki czy cienie do oczu, ale czy nie jest też tak, że czasami każda z nas marzy po cichu o zmianie image’u?
4) Przestawienie się na kupowanie kosmetyków cruelty-free jest trudne.
Nic bardziej mylnego! Wystaczy zrobić sobie listę firm ( a najlepiej polecanych kosmetyków od razu) i, zamiast kupować kolejną butelkę szampony Fructis czy Pantene Pro-V, zobaczyć co jeszcze jest dostępne. To samo dotyczy kosmetyków kolorowych do makijażu – istnieje wiele firm na rynku, niektóre w bardzo sensownym przedziale cenowym, niektóre bardzo dobrej jakości i łatwo dostępne, które można wybrać zamiast wszechobecnych marek takich jak L’Oreal, Max Factor, Maybelline czy Rimmel ( a choćby taki Revlon nie testuje). Oczywiście niektóre produkty nie są tak powszechnie dostępne i trzeba by je czasami zamówić w internecie, ale przecież nie każdy musi to robić. Chociaż przyznam, że dla mnie to dopiero była niespodzianka odkrć, o ilu dobrych, tanich firmach nie wiedziałam – o których mało kto wie, bo półki w sklepach zawalone są produktami wielkich koncernów, które bombardują nas codziennie reklamami w mediach. Czasami można się naprawdę zdziwić ile interesujących kosmetyków, poza tymi, na które natykamy się każdego dnia w każdym markecie, jest jeszcze na rynku.
5) To jeśli mam zacząc kupować kosmetyki nietestowane to od razu muszę wszystko zmieniać! Także środki czystości, mydła, środki piorące też! Trudno by mi było znaleźć granicę!
Prawda jest taka, że zrezygnowanie nawet tylko z części kosmetyków, jakie się kupuje, ma swoją wartość (np wymiana kosmetyków do makijażu takich jak tusz do rzęs, cienie do powiek, a do tego szamponu i odżywki do włosów). Ja przestałam kupować także środki czystości, które były testowane na zwierzętach, ale sam fakt, że inni zaczną uważać na to, co kupują i zrezygnują choćby z części bądź z większości produktów – ma znaczenie. Nie każdy jest gotowy calkowicie zmienić swojego trybu życia i to też należy uszanować. Chodzi o to, żeby być świadomym konsumentem i wiedzieć, że codziennymi zakupami dokonujemy pewnych wyborów i popieramy pewne opcje (np opcja „koncernowa” – tańsza i z dużą ilością reklam, pełna chemii i testowana czy opcja mniej reklamowana, ale dbająca o klientów, bo mają ich mniej, a do tego polska czy bardziej naturalna). To się fachowo nazywa głosowanie własnymi pieniędzmi – podobno jedno z najbardziej skutecznych głosowań współczesnej demokracji ;)
6) Po co ta cała akcja? Przecież kilku konsumentów, którzy przestawią się na takie kosmetyki, nic nie zmieni.
Nic bardziej mylnego! Firmy kosmetyczne wydają ogromne sumy pieniędzy, przeznaczając je na badania rynku (np dlaczego im sprzedaż kosmetyków systematycznie spada, nawet jeśli dzieje się to powoli, jakie są nowe trendy, co najbardziej przyciąga nowych klientów). Wiele firm doszło do wniosku, że sensowniej będzie od razu przejść na metody alternatywne, bo ilość konsumentów bojkotujących produkty testowane na zwierzętach co roku się powiększa (przykład: Revlon już w czerwcu 1989r, L’Oreal zaczyna prowadzić badania nad metodami alternatywnymi i „zamierzają” w 2013 roku przejśc na takie metody). To wszystko z powodu rosnącego zainteresowania tymi produktami (zwłaszcza za oceanem).
7) W Unii Europejskiej zakazane są już przecież testy kosmetyków na zwierzętach!
Błąd. Zakazane jest testowanie GOTOWYCH, FINALNYCH produktów na zwierzętach (czyli już nie można np wlewać królikom perfum czy gotowego szamponu do oczu), natomiast wciąż można (i trzeba) testować nowe, niesprawdzone składniki. A po co to wszystko? Żeby firmy mogły sobie napisać na opakowaniu:nowa, innowacyjna formuła tuszu do rzęs. Więcej objętości rzęs! Czy to naprawdę jest tego warte?
Tyle mi na razie przychodzi do głowy. Jeśli jeszcze sobie o czymś prszypomnę, to na pewno dopiszę.

Tytułem wstępu

Brak komentarzy

Długo się zastanawiałam czy zacząć pisać tego bloga. Długo się wahałam i nie mogłam zdecydować. Bo to ma być blog dotyczący kosmetyków, a ja właściwie o kosmetykach wiem tyle, co inni – nie jestem żadną kosmetyczką, wizażystką ani kosmetykową maniaczką. Nie kupuję 30 tuszy do rzęs i 25 cieni do powiek co tydzień. Już prędzej powinnam pisać bloga o książkach. 

Natomiast od pewnego czasu jestem zagorzałą zwolenniczką używania głównie (jeśli już nie wyłącznie) kosmetyków nietestowanych na zwierzętach. Uważam, że w Polsce mało się o tym wie i zdecydowanie za mało rozmawia. Ja sama zauważyłam problem dopiero od kiedy zaczęłam mieszkać za granicą. Osoby, które już się zainteresowały tym tematem, nie wiedzą ani gdzie zacząć szukać informacji ani co kupować, ani czego unikać. Często powtarzane wiadomości na polskich forach są plotką bądź powtarzaną informacją typu ” a ja słyszałam, że moja koleżanka słyszała”. Niestety, większość rzetelnych wiadomości trzeba by poszukać na amerykańskich bądź brytyjskich stronach praw ochrony zwierząt i nie każdy tak naprawdę zna języki obce w stopniu wystarczającym, żeby dokładnie zrozumieć o co chodzi. Czasami trzeba wysłać maila bezpośrednio do firmy, żeby uzyskać odpowiedzi na nurtujące pytania.  Poza tym denerwują mnie panujące w społeczeństwie polskim mity co do stosowania kosmetyków nietestowanych na zwierzętach (postaram się z niektórymi z nich tutaj rozprawić). Dodatkowo chciałabym aby byłby to blog o kosmetykach naturalnych – nie to, żebym wierzyła tak bezgranicznie, że jakikolwiek kosmetyk może być w 100% naturalny, ale zgadzam się z tym, że nie do każdego trzeba dokładać dziesiątki rodzai talku, wypełniaczy czy innych konserwantów o kwestionowanym wpływie na zdrowie (np. osławione już parabeny). Idealnie by było, gdyby udało mi się coś wtrącić o świetnych kosmetykach polskich (tyle mamy przecież porządnych kosmetyków pielęgnacyjnych na polskim rynku, które jednak nie reklamują się tak otwarcie jak zagraniczne koncerny, więc boimy się zaryzykować i kupić). Ponieważ jednak, jak już wspomniałam wyżej, w Polsce nie mieszkam, niekiedy będę tu zamieszczać informację o kosmetykach amerykańskich, najlepiej z info o cenie, gdzie i jak można je zamówić i czy są warte zamówienia (niektórych może to też zainteresować).
Jeszcze jedno. Jeśli z jakiś powodów zabłądziłaś /eś tu przez przypadek i chcesz wziąć udział w dyskusji – to zapraszam. Chętnie poznam Twoje zdanie nawet jeśli jest ono odmienne od mojego. Pod warunkiem, że będzie ono kulturalnie wyrażone. Jeśli nie interesuje Cię temat w ogóle, po prostu opuść tę stronę, bez obrażania i wyładowywania swoich stresów w internecie. 

  • RSS